Oto centrum naszej duchowości:

Jezus żyje w nas!

Nasze życie koncentruje się wokół tej prawdy i polega ono na tym, by dać Jezusowi możliwość, by mógł żyć w nas WSZECHWŁADNIE. Na czym to polega? Pomoże nam to zrozumieć sama Matka Założycielka:

„Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”.

„Będąc w ścisłym zjednoczeniu duszą swoją z Duszą Chrystusa Pana, dać Mu w ten sposób możebność żyć w sobie tak, ażeby móc bez kłamstwa powiedzieć: „Nie żyję ja, lecz żyje Chrystus we mnie!”. By myśli nasze nie były już naszymi, a były myślami Samego Chrystusa; by uczucia nasze były uczuciami Chrystusa; by mowa nasza była mową Chrystusa; by czyny nasze były czynami Chrystusa; by praca nasza była pracą Chrystusa; by chwała Boża była rozpowszechniona przez nas, w nas i na całym świecie była chwałą Chrystusa; by modlitwa nasza była modlitwą Chrystusa; by poświęcenie nasze było poświęceniem Chrystusa; by cierpienia nasze były cierpieniami Chrystusa; by radości nasze były radością Chrystusa; by powodzenia nasze były powodzeniem Chrystusa; by piękność duszy naszej była pięknością Chrystusa, gdyż mam już nie „ja” żyć, a jedynie Chrystus w nas i działać przez nas”.

M. Paula Zofia Tajber

Zatem chodzi o to, by oddać Jezusowi do dyspozycji nasze człowieczeństwo. Wtedy On może działać w nas i przez nas z całą swoją mocą. To właśnie znaczy ŻYĆ WSZECHWŁADNIE. Wtedy może dokonywać nawet cudów 🙂

Skoro Jezus jest Światłem, my mamy być promieniami tego światła. To myśl od początku obecna w Kościele i przypomniana przez Matkę Założycielkę.

Już Ojcowie Kościoła mówili o „misterium lunae” – tajemnicy księżyca, wyrażającej misję Kościoła. Jezus jest Słońcem, a Kościół jest Księżycem, który świeci o tyle, o ile odbija światło Słońca. Zatem prawdziwy chrześcijanin to ten, który „wpatruje się” w Chrystusa i odbija w sobie Jego Światło. Tę prawdę przypomniał Jan Paweł II w liście „Nowo millenio ineunte”. Napisał tam, że zadaniem chrześcijan w nowym tysiącleciu jest „stać się odblaskiem Chrystusa” (NMI).

Właśnie tak staramy się żyć.

Przez modlitwę wpatrujemy się w Najśw. Duszę Jezusa, w Jej cnoty i piękno. A potem idziemy do ludzi, by oni mogli zobaczyć w nas „odblask” tego Słońca, którego, być może osobiście nie znają.

Tę ideę oddaje nazwa: Solaris

Wbrew pozorom, nie chodzi o książkę Lema. Dużo wcześniej niż powstała książka, w roku 1919 Matka Założycielka usłyszała tę nazwę, gdy pytała Boga, jakie imię będzie nosić w zakonie. Nie rozumiała tej odpowiedzi. Dopiero później pojęła, że jest to duchowe imię wszystkich, którzy będą żyć tą duchowością.

„Solaris” znaczy słoneczny. Zatem każdy, kto przez modlitwę pozwala, by światło płynące z Najśw. Duszy Chrystusa przeniknęło jego duszę i promieniowało przez niego na otoczenie jest „solaris”.

Początkowo Siostry Duszy Chrystusowej nazywały siebie siostrami solariskami, potem nazwę tę zaczęto używać do określania dzieł Zgromadzenia oraz wspólnoty świeckich.