Tegoż dnia w sobotę po południu poszłyśmy do zakrystii, by u spowiednika Księdza Dietricha zamówić Mszę Świętą za spokój duszy śp. Tytusa d’Ersewila, akademika. Ksiądz nadmienił nam, że wszyscy skazańcy w nocy, leżąc na podłodze, wyspowiadali się z całego życia, gdyż kapłani przebywali z nimi w tym samym lokalu, więc żebym była spokojna o P. d’Ersewila, jak i o skazańców.
Powróciłam do domu wielce uradowana i wdzięczna P. Bogu, gdyż w kościele wewnątrz usłyszałam: „Teraz wierzysz, że to Ja Bóg przed kilku dniami mówiłem Tobie, iż potrzeba było, by kapłani byli aresztowani i że im nic się nie stanie?!…” Czułam się upokorzona, zarazem zdumiona i ogromnie zainteresowana, do czego to wszystko odnosi się i zmierza.
Intuicyjnie czułam, że Bóg Najśw. ma jakieś wielkie zamiary.
Nauczona w szkole P. Jezusa, by nie być zbyt ciekawą nawet w świętych rzeczach i nie wybiegać wprzód, nie pytałam już więcej.
- Jezus żądał ponownie, bym z pełnym zaufaniem raz na zawsze oddała się bez zastrzeżeń Bogu, wierząc, że wszystko przeze mnie dokona, co przed wiekami zamierzył, gdy będę Mu wierna w życiu.
Muszę tu nadmienić, że od chwili, gdy świadomą byłam, że najwyższym Opiekunem Zakonu B. Duszy Chrystusa Pana jest Ojciec Niebieski, nieustannie zwracałam się do Niego we wszystkich sprawach osobistych, zgromadzeniowych, społecznych, a nawet w sprawach Kościoła Świętego.
To serdeczne obcowanie wielce zbliżyło mnie do Boga Ojca, który mi mówił uradowany, iż przez nasz Zakon, czyli Duszę Chrystusową, ludzkość pozna Go lepiej, zbliży się, ukocha serdeczniej i z Nim ściślej zjednoczy, toteż wielce będzie dbała o doskonałe pełnienie Woli Bożej w codziennym życiu.
W chwilach, gdy byłam strwożona na myśl: w jaki sposób da się przeprowadzić Dzieło, które mi powierzył On Bóg w tych trwożnych czasach, kiedy sama ze siebie jestem taka niedołężna, nie mam właściwie pojęcia o rzeczach duchowych, zakonnych, tylko tyle, co mi odsłoni!…
Jak dowiodę Władzy Duchownej, mówiłam, że Dusza Chrystusa Pana żąda tworzenia Zakonu?!… Czy w ogóle prawdziwość widzeń, podawanych mi przez Boga uwierzą? itp., itp. Bóg Ojciec, Pan Jezus, jak i Duch Święty zawsze upewniali mnie, że to rzecz nie moja, a Jego Boga!
Ja mam tylko słuchać, co podaje, wierzyć, że to On podaje i zawsze tylko wierzyć, kochając Boga nade wszystko, a On wszystko sprawi!
Więc w takiej atmosferze ducha i zjednoczenia z Bogiem, cieszyłam się tym, co mi Bóg zlecał, nie troszcząc się, co jak będzie, a byłam zawsze niezmiernie wdzięczna Bogu za wszystko, choć przeżywaliśmy wszyscy ciężkie wojenne czasy.