NIE DAJ MI Z TOBĄ ROZŁĄCZYĆ SIĘ
W tym Sakramencie miłości, zamiast przemienić człowieczeństwo swoje , opromieniające je blaskiem bóstwa ukrywasz je pod znikomymi postaciami chleba; a przecież, jak owi trzej uprzywilejowani na górze Tabor, muszę zawołać: jak mi tu dobrze być. I ja chciałbym sobie urządzić mieszkanie w pobliżu twego Tabernakulum i być zawsze przy Tobie, Lecz Ty wzywasz mię do pełnienia obowiązków mego stanu i muszę Cię opuścić ciałem, odchodząc od tego ołtarza, gdzie złożyłem Ci w ofierze najgorętsze uczucia serca. Atoli zanim się oddalę, zaklinam Cię całą duszą, nie dopuść nigdy, ażebym wskutek grzechu rozłączył się z Tobą. Jeżeli znajdę się teraz w obecności twej, i kosztuje takiego spokoju, jest to dziełem niewysłowionej dobroci twojej, która tysiącznymi drogami umiała dowieść mię od świata, umiała mi go nawet obrzydzić. Na twoje miłosne zaproszenia nie odpowiedziałem przecież inaczej, jak obojętnością, aż surowości musiałeś użyć względem mnie, aby miłość mogła zwyciężyć. Nawiedziłeś mię nieszczęściem, zaprawiłeś mi życie goryczą rozczarowań, zmusiłeś mię do łez i do wyznania, że świat jest zdrajcą. Uwiedziony przez stworzenia i rozczarowany pojąłem wreszcie, że poza Tobą i bez Ciebie nie doznam nigdy chwili prawdziwego pokoju. Wtedy oczyszczony przez twe przebaczenie, powróciłem do Ciebie z silnym postanowieniem nie opuszczenia Cię już nigdy więcej Wzmocnij swą łaską słabą moją wole i nie dopuść, ażebym kiedyś rozłączył się z Tobą . A jeśli szatan przez pokusy, jeśli świat przez ponęty, jeśli namiętności przez podniety na nowo zechcą uczynić ze mnie twego wroga, wtedy wróć o Jezu błogosławiony, i siecz mnie rózgami, abym tylko pozostał z Tobą. Zakłóć zgryzotami sumienia mój spokój, goryczą żółci zapraw mój chleb, okryj skazą niesławy me imię, otocz mię samotnością i opuszczeniem niewdzięcznych, rozedrzyj ranami kar moje serce, zabierz mi dach, który mam nad głową to odzienie które mię okrywa, uczyń mię najnieszczęśliwszym spośród ludzi, lecz nie dopuść mi nigdy rozłączyć się z Tobą. Ofiaruję Ci wszystko, co mam; ofiaruję Ci wszystkie dni, które mi pozostają do życia, ofiaruje Ci siebie całego, gotów jestem konać wraz z Tobą w Getsemani, otoczyć skroń moją cierniami twojej korony, poddać się katuszom biczowania, nieść twój krzyż aż na Kalwarię i tam umrzeć, będąc przybitym twoimi gwoździami; na jedno tylko nie jestem gotów, i z łaską twoją nigdy nie będę , a tym jest odłączenie się od Ciebie.
* * * * * * * *
Dziękuję Ci, o Jezu, za ten najwyższy zaszczyt, jakim raczyłeś obdarzyć moją nędzną duszę, żeś mi pozwolił być blisko Ciebie, owszem pragnąłeś tego. Tu znajduję się w obecności twojej, a przez twą boską naturę, także koniecznie w obecności Ojca i Ducha Świętego. Tu obok mnie stoją pogrążone we czci i uwielbieniu chóry Aniołów twoich; tu podnoszą wzrok Patriarchowie i Prorocy; tu zastępy Apostołów, Męczenników, Wyznawców i Dziewic tworzą dokoła wieniec wspaniały, tu rozkoszują się w wiecznym szczęściu, promieniującym z twego oblicza i nucą ci bezustannie słodki hymn miłości . Nie używają za ujmę dla swej godności, że stoją przy mnie i że łączą z ubóstwem moich uczuć święte płomienie swej miłości. O, jakiego zaszczytu, jakiego szczęścia wiary nie dajesz temu biednemu stworzeniu! Przy łasce twojej czuję wielkość twego przywileju i błagam Cię przez zasługi twoje i przez zasługi wszystkich świętych, nie dopuść nigdy, abym się oddalił od Ciebie. Cóżby się stało ze mną gdybym został odtrąconym lub oddalonemu od twej obecności? Zamiast najdostojniejszej Trójcy miał bym przy sobie twojego największego i najstraszniejszego wroga, szatana; zamiast Aniołów z nieba byliby czarni z piekła; zamiast Świętych, grzesznicy; zamiast Męczenników, prześladowcy moi i Kościoła twego; zamiast Apostołów, gorszyciele zamiast Wyznawców , przekraczający prawa i przykazania twoje; zamiast Dziewic, dusze zepsute i zatruwające wszelka niewinność. W obecnej pielgrzymce życia muszę z konieczności stykać się zbyt często ze stworzeniami tak niegodnymi i tylko zjednoczenie z Tobą ubezpiecza mię przed ich zasadzkami. Lecz gdybym na moje nieszczęście , odłączył się od Ciebie, myślałbym ich myślami, kochałbym ich sercem, żyłbym ich życiem, aby kiedyś wiecznie rozpaczać tak, jak oni rozpaczają. Wzdrygam się na taką myśl, o mój Jezu! Jestże to rzeczywiście możliwym, abym miał zasmucić Ciebie tak dobrego, abym miał odmówić posłuszeństwa Tobie, co masz nade mną prawa nienaruszalne i wieczne? Miał żebym bluźnić przeciw Tobie, nieskończonej świętości ?Miałbym Cię odepchnąć nawet na łożu śmierci, Ciebie , któryś umarł dla mego zbawienia? Nie, nie dopuść tak wielkiego nieszczęście, nie dozwól, ażebym się kiedyś odłączył do Ciebie . Stworzyłeś mię tchnieniem ust twoich, odkupiłeś mię ofiarą życia swego, oświecałeś mię swoja mądrością, karmiłeś mię Ciałem swoim….jestem więc Twoją własnością. Zachowaj mię w zjednoczeniu z Tobą tak, iżbym wszystkie moce piekielnie nie zdołały rozłączyć mię z Tobą. Prze najdostojniejszy ten Sakrament, któremu w najgłębszej pokorze oddaję cześć i uwielbienie, jest najpiękniejszym dziełem Twoim. Aby go ustanowić oddałeś, na usługi miłość swoją wszechmoc i mądrość. Nie istniało jeszcze niebo ani ziemia, a już myślałeś o ustanowieniu Eucharystii. Zaledwie na ziemi zjawił się człowiek, wnet zacząłeś mu przedstawiać symbole i obrazy boskiego chleba, aby poprzez długie wieki budzić w nim pragnienie i przygotować go na przyjęcie pokarmu, który mu później ofiarowałeś. Drzewo życia w raju, chleb i wino ofiarowane mistycznie przez Melchizedeka, manna na puszczy, chleby w świątyni, podpłomyk Eliasza, baranek wielkanocny, wszystko to uzmysłowiało ucztę eucharystyczną i wszystko było wyrazem twego najżywszego pragnienia, aby się zjednoczyć z człowiekiem. Przybrałeś ciało ludzkie i ukazałeś się pośród ludzi, jako jeden z nich, jako ich brat, przyjaciel i towarzysz , lecz to nie, wystarczyło twojej miłości. Umarłeś na drzewie krzyża dla ludzi, lecz miłość twoja jeszcze się nie zadowoliła, bo jeszcze nie przyszedłeś do ostatniego kresu swych boskich pragnień. Nie ustałeś tak długo, dopóki przez Eucharystię nie mogłeś wejść do serca człowieka; żeby zaś nikt ze śmiertelnych nie usuwał się przed tak niewysłowionym zjednoczeniem się z Tobą, chciałeś pozostać więźniem w Tabernakulum przez wszystkie wieki i wydałeś prawo, że każdy musie karmić się Tobą pod grozą wiecznej śmierci. Lecz co za przedmioty posiada serce ludzkie, że tak silnie i wzniośle pociąga Cię ku sobie ? Nie innych przedmiotów ogrom nędzy i grzechu, i jeśli je szukasz i chcesz żeby Ci się niepodzielnie oddało, to czynisz tak jedynie pod naciskiem nieskończonej miłości w tym celu, aby obecność swoją biedne serce ludzkie uszlachetnić i ubóstwiać je przez zjednoczenie z Tobą . Jakaż więc zbrodnią, jakim nieszczęściem byłoby dla mnie, gdybym się oddalił od Ciebie? Byłby to bunt szalony i nieszczęście, nie dające się nigdy naprawić. Musiałbym walczyć przeciwko nieskończonej miłości z uporem potępienia; musiałbym poświęcić wszelką godność człowieka i chrześcijanina; musiałbym dopełnić najwyższej miary niewdzięczności która by niebo zasmuciła. Niech nigdy do tego nie przyjdzie, o drogi Jezu, nigdy; do tylu łask udzielonych mi dotąd dołącz jeszcze tę; ażeby „ani utrapienie ani ucisk, ani głód, ani ubóstwo, ani niebezpieczeństwo, ani prześladowanie, ani miecz nie mogły mię nigdy odłączyć od małości twojej”.
* * * * * * *
Twoja mądrość nieskończona, o Jezu, widzi słabość mej duszy i moją wielką skłonność do złego, która się wzmogła przez popełnione grzechy i przez opłakania godne ponęty stworzeń. Biada mi, jeśli mię nie wesprzesz, jeśli nie użyczysz mi siły łaski; w jednej chwili mogę zniszczyć w sobie dzieło zbawienia i odłączyć się od Ciebie teraz i na zawsze. Wielu Cię opuściło, aby paść dobrowolnie pod gromem odrzucenia twojego; a czyż nie mógłbym cię opuścić i ja ? Jeśli przez grzechy wzywałem sprawiedliwość twoja, to jakim prawem ośmielam się myśleć jeszcze o nie? A przecież ja chcę się zbawić, chcę wejść do nieba, ażeby na wieki pozostać z Tobą. Jeśli przychodzę pełen czci przez Tabernakulum, jeśli otwieram Ci me serce i przyjmuję Cię w komunii świętej, to dlatego żeby się zjednoczyć z Tobą najściślejszymi więzami, aby się już nigdy nie odłączyć od Ciebie. O Umiłowany duszy mojej, przez tę miłość nieskończoną, która Cię sprowadziła z nieba na ziemię, przez trudy i cierpienia twego życia śmiertelnego, przez krew wylaną na Golgocie, przez śmierć na krzyżu, użyj całej swojej wszechmocy, ażeby odwrócić, ażeby uchylić znad mojej głowy nieszczęście odłączenia się od Ciebie. Nie do piekła iść nie chcę !Do piekła! Mój Boże! Dusza przeraża się na tę myśl. Miały by oczy moje te same, które podnoszą się codziennie ku Tabernakulum, miotać błyskawice wściekłości przeciw niebu? Miał by Ci bluźnić język twoją krwią zabarwiony? A serce , które tyle razy gościło Cię w sobie, miałożby Cię nienawidzić na zawszę ? Rozum mój który przez tak długi czas rozważał twoją prawdę, mógłby się pogrążyć na zawsze w ciemności błędu? Miałby dręczyć pamięć moją na wieki wspomnienie tylu otrzymanych dobrodziejstw i takiej niewdzięczności, okazanej memu dobroczyńcy? Miałażby wola moja po wszystkie wieki z szałem zrozpaczonego burzyć się przeciw Tobie, ta wola co tak tęskniła za Tobą, i miłowała Ciebie ? Jak okropna to możliwość! Ale stałaby się ona jeszcze okropniejszą rzeczywistością, gdybym się odłączył od Ciebie. Ach mój Jezu, przykuj mię do swego Serca i nie dozwól nigdy, aby skłonność moją zwróciła mię do grzechu. Wykryj w moim sercu wielką odrazę do stworzeń; spraw, abym odczuł i zrozumiał nieprzezwyciężoną potrzebę stawiania mego życia do twojej miłości, i abym, przyjąwszy Cię po raz ostatni w komunii świętej, umiał, tuląc w ramionach Ciebie Ukrzyżowanego i składając w twym sercu wraz z ostatnim tchnieniem moją biedną duszę.