O DOBRY JEZU, WYSŁUCHAJ MIĘ
O mój Jezu, Tyś jest dobrocią nieskończoną, a ja, w mej nędzy, przechodzę do Ciebie z najgłębszą ufnością, że zostanę wysłuchany. Dobroci twojej pełne są niebiosa i ziemia i wszystkie stworzenia wołają do mego biednego serca: u f a j ! Lecz wiara w twoją obecność w świętej Eucharystii napełnia mi serce szczególną bezgraniczną ufnością. Wszak to dla mnie stałeś się więźniem w Sakramencie miłości, dla mnie pozostajesz długie godziny samotnym, dla mnie znosisz obojętność i nieuszanowanie od tylu chrześcijan i zniewagi od twych nieprzyjaciół. Dla mnie wystawiony jesteś na ołtarzu ku adoracji, dla mnie obchodzisz w procesjach ulice i drogi, ażeby rozsiewać błogosławieństwo…ten sakrament ustanowiłeś dla mnie
Nie masz zwyczaju, o dobry Jezu, zostawiać niedokończonymi dzieła twojej nieskończonej miłości i nie pozwalasz łkać w ubóstwie duszy, którąś był powołał do uczestnictwa w niewymownych skarbach Serca twojego, i której miłosierdzie od nich nie oddalasz.
Otwórz więc to Serce i wylej na mnie łaski twoje. Ty wiesz dobrze, jakich mi potrzeba; nie ograniczaj twojej hojności, albowiem moje potrzeby są bez miary. Zdaje mi się, że byłoby ubliżeniem dla twej dobroci, która jest niezmierzona gdybym ograniczył mą prośbę, tylko do tej lub owej łaski; nie, nie tylko o jedną lub drugą łaskę błagam, ale o łask wiele, o łaski wszystkie, o których wiesz, że mi są konieczne lub potrzebne, abym się stał świętym. W tej chwili nie patrz na mnie, jako na stworzenie twoje, na twego sługę, a tym mniej na grzesznika, który Cię obraził, ale tylko jako na Syna twego, który wyciąga ręce, który wzywa ojca, który się zupełnie oddaje dobroci twojej, i wysłuchaj mię, o dobry Jezu !
* * * * *
Przychodzę do Ciebie, mój Jezu, ponieważ stworzenia znużyły mię i zawiodły. W moich potrzebach zarówno, jak w bólach moich zwracam się do nich, lecz one mnie nie zrozumiały i opuściły mię. A przecież zaślepienie moje było tak wielkie, że wciąż spodziewam się od nich pomocy. Serce mi się krwawiło od tylu ran, a one patrzyły obojętnie; ubóstwo sprawiało pustkę wkoło mnie, a one zostawiały mię samego; potwarz kalała mą cześć, a one jednego słowa nie miały na mą obronę; spotkało mię nieszczęście, a one nie dały mi żadnej pociechy; w wątpliwościach nie znalazłem u nich rady; w niebezpieczeństwach duchownych nie miałem oparcia; w pokusach nie doznałem pomocy. A ja głupi zawsze powierzałem się stworzeniom, gdy tymczasem Ty, niedaleko ode mnie, byłeś w tym Tabernakulum, tu czekałeś na mnie i byłeś gotów zawsze mnie wysłuchać.
Lecz teraz w rozczarowaniach jakiem przeżył, rozpoznaję plan twojej dobroci, która chciała dać mi samemu doświadczyć nicości stworzeń, ażeby mię przez to zmusić słodko do szukania schronienia u Ciebie. Staję upokorzony i zawstydzony w obecności twojej. Wyznaje przeszłą lekkomyślność i proszę przebaczenie. Wiem, że Ty sam tylko posiadasz bogactwa, mogące zaspokoić wszelkie potrzeby mego ubóstwa, że twoja tylko dobroć pragnie mi użyczyć wszelkiej pomocy. Wysłuchaj mej prośby, o najlepszy Jezu, i użycz mi łaski, ażebym we wszystkich zmianach życia , we wszystkich potrzebach i we wszystkich cierpieniach nie pokładał ufności w nikim innym, tylko w Tobie.
* * * * * * *
Kiedy tu klęczę w twojej obecności, kiedy Cię proszę, abyś mię wysłuchał, czuję w duszy najgłębsze upokorzenie i nie śmiem oczu podnieść ku Tabernakulum. Jakim czołem odważę się prosić o łaski po tylokrotnym tak niewdzięcznym sprzeciwianiu się przykazaniom twoim? Ileż to razy wzywałeś mię więcej głosem prośby niż rozkazu do zachowania świętych praw , a ja opierałem Ci się złośliwie! Ach , teraz przypominam sobie te dni smutne i czarne, a wspomnienie ich oblewa mię rumieńcem wstydu. Pamiętam, jak nad głos miłości twojej przenosiłem szept mych namiętności. Pamiętam tysiączne zabiegi miłosierdzia twego, aby zachować moją niewinność, którą otrzymałem na chrzcie świętym, a którą splamiłem, ledwom ją poznał. Pamiętam, jak mówiłeś do mnie w dobrych przykładach, które mi dawało tyle dusz wybranych, a ja słuchałem głosu zgorszeń światowych. Pamiętam że przemawiałeś do mnie dręczącymi zgryzotami sumienia, które nie pokonały mię przy pracy, w spoczynku, we dnie, w nocy, zawsze i wszędzie. Pamiętam jak wołałeś na mnie okrzykiem tak potężnym nieszczęść, a ja szedłem za zwodniczym głosem roztargnień. Pamiętam jak wołałeś do mnie z krzyża, który oczy moje spotykały tak często, ja natomiast dawałem posłuch marnością ziemi. Pamiętam, ile słów tajemnych powiedziałeś mi z tego Tabernakulum, lecz ja odpowiedziałem przez rozproszenia dobrowolnie, nawet przez nieuszanowanie. I po tylu grzechach skądże mam nabrać odwagi, by się spodziewać, że wysłuchasz mą prośbę? Ach, wezmę ją od Twej własnej dobroci. O drogi Jezu, rzuć jedno spojrzenie na biedną duszę moją, przyjmij ode mnie łzy skruchy i przez to miłosierdzie, tak godne Ciebie, nakryj mnóstwo mych niewierności skarbami łask Twoich. Jest to chluba dla Twojego Serca, o Jezu, że udzielasz mi łaski w nadmiarze tam, gdzie obfitowała nieprawość. Stąd rodzi się nowy powód do ufności ku Tobie. Moje nieprawości tak się rozmnożyły przez tyle lat , iż nie ośmielałbym się więcej liczyć na twą łaskę, gdyby ona nie była nieskończoną. Oto jestem w twojej obecności, jak jeden z mnóstwa tych, co przychodzili do Ciebie w czasie Twego życia śmiertelnego i otrzymywali łaskę i przebaczenie. Jak uwolniłeś córkę niewiasty chrześcijańskiej od udręczeń szatana, tak wyzwól duszę moją od pokus, którymi zły duch będzie usiłował skłonić ją do występku. Jak wzruszyłeś się łzami Magdaleny i odpuściłeś jej tyle grzechów, tak wejrzyj Litośnie na moje łzy żalu i udziel mi przebaczenia. Jak dotknąłeś serca Zachariasza i raczyłeś stanąć gościną w domu jego, tak oderwij moje serce od dóbr ziemskich i uczyń ze mnie żywe Tabernakulum miłości twojej. Jak Samarytance otworzyłeś źródła łask i przyozdobiłeś je duszę tylu cnotami, aż wreszcie uwieńczyłeś ją chwałą męczeństwa, podobnie oczyść mnie tak, abym wolał raczej krew przelać, aniżeli Ciebie obrazić . A jeżeliby kiedyś zaślepienie przywiodło mię do tego, żebym Cię, najlepszy mój Jezu, obraził odmów wten czas za mnie modlitwę, którą zanosiłeś na krzyżu za tych co Cię krzyżowali: „ Przebacz mu Ojcze, bo nie wie ,co czyni „.
* * * * * * *
Ufam, że dobroć twoja o Jezu, będzie dla mnie pokutą najsłodszą, pociągającą mię do Ciebie w każdej chwili dnia, a dla Ciebie będzie powodem, aby mię wysłuchać. Nakłoń się więc łaskawie na głos stworzenia twego, kiedy wznosić się będę do Ciebie i wysłuchaj go, Wysłuchaj mnie, kiedy w ciszy mej celki, może wśród łez gorzkich prosić Cię będę wzmocnienie mnie w twardych prośbach życia. Wysłuchaj mnie, kiedy mię zobaczysz klęczącego u stóp krzyża twojego i żebrzącego przebaczenia mych grzechów. Wysłuchaj mię, kiedy, w ukryciu przed światem, w sobie samym zwalczać będę swoje złe skłonności i błagać Cię będę przydzielenie mi zwycięstwa. Wysłuchaj mię , kiedy wśród zajęć ofiaruje mój pot na cześć najświętszej woli twojej i na zgładzenie mych grzechów i prosić Cię będę, abyś raczył wylać na mnie swe błogosławieństwo. Wysłuchaj mię kiedy w chorobie, przykuty do łoża boleści, prosić Cię będę o złączenie mych cierpień z twoimi i o złożenie ich w ofierze Ojcu niebieskiemu, jako całopalne nieszczęśliwego stworzenia. Wysłuchaj mię, kiedy w ostatnim konaniu głosem zamierającym i sercem skruszonym prosić Cię jeszcze będę o przebaczenie i kiedy powtórzę modlitwę , którąś na krzyżu zanosił do Ojca: „Panie, w ręce twoje oddaję ducha mego!”