OD ZŁEGO WROGA BROŃ MIĘ!
Jeśli zły duch był tak bezczelny, że przystąpił do Ciebie, aby Cię kusić, to na co nie odważny on się wobec mnie? Jeżeli znając Cię przynajmniej jako Świętego Proroka i Cudotwórcę, miał piekielną odwagę i próbował Cię unieść, to czegóż nie spodziewała Cię się uzyskać na mnie, skoro zna mię zbyt dobrze, jako stworzenie najnieudolniejsze, które już innym razem padło ofiarą jego napaści? Ciebie kusił w samotnym puszkowaniu, gdzie brak wszelkiej pobudki do grzechu, a nie będzie kusił mnie, co żyje wśród świata, pełnego zgorszeń i podniet do złego? Ciebie kusił po ścisłym, czterdziestodniowym poście, a nie ma kusić mnie, co taki wstręt czuję do umartwiania i lękam się pokuty? Ciebie kusił na narożniku świątyni, na miejscu poświęconym Świętemu Świętych, a nie ma kusić mnie, mieszkającego w przybytkach grzeszników? Ciebie kusił na szczycie góry bardzo wysokiej tam, gdzie dusza oderwana do ziemi, zdaję się być bliżej Boga i bardziej w Nim się zatapia, a nie ma kusić mnie, który nie umiem wznieść się ku niebu przez chwilę skupienia i rozmyślania? Ach dobry mój Jezu, pokusy, któreś dopuścił na siebie, są dla mnie przestrogą, abym sobie nie pochlebiał, że będę od nich wolny i są mi nauką, w jaki sposób powinienem je odtrącić i zwyciężyć. Lecz jakże potrafię naśladować twój przykład i odpędzić złego wroga od siebie bez twojej łaski? Użycz mi tej łaski, jakąś jej użyczył Apostołowi Pawłowi, kiedy anioł szatana precz go pokusami, a to mi wystarczy . Szatan pokazując mi zwierzęcą strawę dla zamysłów, będzie się starał pobudzić me ciało do buntu przesiew duchowi; ale Ty, o Jezu, daj mi tyle światła, żebym poznał, iż jestem stworzony nie dla ziemi, ale dla nieba, że ciału powinienem dawać to tylko, czego potrzeba , żeby je uczynić ochoczym i podatnym sługą mej duszy. A wtenczas odpędzę kusiciela, mówiąc mu, że człowiek żyje nade wszystko słowem, które pochodzi z ust twoich. Szatan kusić mnie będzie, abym Ci wydarł cześć i chwałę, szukając poklasku u ludzi przez uczynki, wykonywane władzami i zdolnościami, które mi dałeś, abym służył Tobie samemu; lecz Ty, o Jezu, użycz mi tyle łaski, żebym zrozumiał, iż próżność i pycha są szalonym wyzwaniem, które karzesz ze straszną sprawiedliwością. A odeprę go, odpowiadając mu, że nie chcę wyzywać zapalczywości Pana mego. Szatan kusić mnie będzie, abym upodlił mą godność człowieka i chrześcijanina, poniżając ją do nieporządnej miłości bogactw, aby ją wreszcie zezwierzęcić dodaniem czci jemu samemu; ale Ty o Jezu, wstrząśnij wówczas swą łaską moje sumienie, ażeby powstało przeciw obrzydliwości tak piekielnej, i żebym się nie stał bałwochwalcą odrobiny błota. A odpędzę go, odpowiadając mu jednym słowem wzgardy: Idź precz szatanie, nie kłaniam się, jeno Bogu samemu. Ach, mój Jezu, ja drżę, kiedy się zbliża do mnie wróg tak złośliwy i z całym wstrętem, jakim mię napawa, lękiem się popaść w jego sidła. Jeżeli mię Ty nie wspomożesz, będę zgubiony. Okaż mi cięć miłosierdzie i wesprzyj mnie mocą ranienia swego. Ufam Ci, Jezu i spodziewam się . Że albo trzymać będziesz szatana z dala ode mnie, albo dajesz mi tyle siły, iż go odtrącę upokorzonego i zawstydzonego.
* * * * * *
Teraz znajduje się w twojej obecności i jestem blisko Ciebie. Wszystko tu wokoło tchnie pobożnością i skupieniem; tu są obecne zastępy Aniołów, którzy wraz ze mną oddają ci cześć, a ja czuję się cały przejęty uczuciami miłości i uwielbienia. Tu złośliwy wróg mojej duszy nie odważy się przystąpić bezczelnie, żeby mię kusić, bo lęka się, że jego napaści rozprysną się o wszechmoc twoją. Lecz cóż się stanie ze mną po kilku chwilach, skoro z dala od tego Sakramentu znajduje się znowu wśród rozproszeń świata, znowu w niebezpieczeństwach, znowu w okolicznościach do grzechu? Jak ów nieszczęśliwy, któregoś w Geresie uwolnił od opętania szatańskiego, chciałbym pozostać na zawsze tu u stóp twoich i nie oddalać się więcej; lecz i mnie każesz wrócić do moich zajęć i rozsławiać miłosierdzie twoje przykładam cnoty i świętości. Uczynię tak, o Jezu, lecz Ty towarzysz mi łaską swoja i trzymaj swą opiekuńczą rękę nade mną. Spoglądaj na mnie zawsze, w każdej chwili, wzrokiem miłości; a jeżeli nieprzyjaciel wystąpi, żeby mię dręczyć, Ty ze świętego Tabernakulum daj mu poczuć moc twoją, oddal go ode mnie lub przynajmniej wskaż mi broń i użycz mi siły, ażebym mógł się mu oprzeć i odnieść zupełne zwycięstwo.
* * * * * * *
W Świętym Tabernakulum, o mój Jezu, wziąłeś na siebie nadmiar upokorzeń, a ja korząc się u stóp twoich, uznaję powinność, jaką cięży na mnie, żeby Cię naśladować i być pokornym dla upodobania się do Ciebie. Niestety, zły duch jest nade wszystko przeciwnikiem pokory i wszędzie szuka sposobności, by mię uczynić winnym wykroczeń przeciwko tej cnocie. Nie mam ani jednej władzy ni zdolności duszy, której by on nie brał za cel swych zabiegów, a by mię wzbić w pychę; a ja zanim się spostrzegę, już idę za myślami, pełnymi próżności i dumy. Kiedy czytam Żywoty Świętych, szatan śmie mi szeptać, że ja także zrobiłem już wielkie postępy i świętości; gdy się modlę, chcę się przekonać , że posiadam wielkiego ducha modlitwy; jeżeli się umartwiam, mówi mi, żem jest oderwany od ziemi i już blisko nieba; jeśli rozmawiam o Tobie i staram się naśladować Cię , to mię zapewnia że u wielu cieszę się sławą szczególnej cnoty .
O Boże! Ile udręczeń ! Cóżby się stało ze mną, gdybyś mię opuścił? Ach, nie opuszczaj mię. Trwać będę w ćwiczeniach pobożni , skupienia i modlitwy, uczynię wszystko możliwe, żeby Ci być posłusznym, podobać ci się , i naśladować Cię. Lecz Ty, o Jezu, czuwaj nade mną żeby mnie wróg nie zwyciężył; spraw, abym przez prawdziwą i głęboką pokorę mógł uczynić Ci miłymi wszystkie moje sprawy i mieć od twej dobroci chwałę przyobiecaną tym, co są pokornego serca.
* * * * * *
Na myśl, że mam przeciwnika tak złośliwego, który pracuje bezustannie na moją zgubę, drżę i wołam przerażony do Ciebie: Panie , ratuj, bo ginę. Ilu to już nie upadło! Jeśli mię Ty nie obronisz, i ja upadnę. Lękam się o siebie, gdy wspomnę na tyle dusz wybranych i umiłowanych przez Ciebie, które mimo to stały się łupem szatana. Nieszczęśliwie one miały łaskę chrztu i przebaczenia, a przecież upadły. Przyjmowały Cię tyle razy w komunii świętej, równie jak ja, a po tylokrotnym przyjmowaniu przecież upadły. Miały żywą wiarę w Ciebie, podobnie jak ja, a przecież upadły. Napełniłeś je przywilejami, zaletami i darami nadzwyczajnymi, a jednak upadły. Apostoł, wybrany przez Ciebie, uczył się w twojej szkole, twoim Ciałem się karmił, a mimo to upadł. Wielu takich co wstąpili już na wysoki stopień, cnoty i długie lata przeżyli w twej służbie, za sprawą złego ducha upadło. A ja nie upadnę? Ja słabszy od nich , a kuszony zarówno jak oni, jakże pozostanę Ci wiernym, jeśli mię mię wspomożesz ? Jakże ponura to myśl? Miałożby rzeczywiście przyjść do tego, żebym po otrzymaniu łask tylu, skończył opuszczają Ciebie, żebym po przyjmowaniu Ciebie, Chleba żywota, miał skończyć, otrzymując w dziedzictwie śmierć wieczna? Po takich dowodach miłości z twej strony, po tylokrotnych moich przyrzeczeniach, że Cię miłować będę , miałbym cię nienawidzić i złorzeczyć Ci na wieki? O nie, najdroższy mój Jezu! A jeśli szatan pracuje, aby mię zgubić, pracuj Ty, żeby mię zbawić. Tobie tylko ufam. A jeżelibym kiedyś miał paść ofiarą szatana, użycz mi proszę, tej łaski, ażebym dziś, tu, przed Tabernakulum twoim wyzioną duszę w żalu za grzechy i w uścisku twej nieskończonej przebaczalnej miłości.