Jadąc w ciągu trzech przeszło dni szosą, a miejscami dla bezpieczeństwa boczną drogą, mijałyśmy przepiękne wołyńskie sosnowe, świerkowe, brzozowe, dębowe lasy lub pola, pokryte miejscami zielonym kobiercem pluszu rosnącego zboża. Miałam wiele czasu podziwiać piękno przyrody, którego się nie widzi w mieście, w pokoju swoim. Podziwiać zdrowotność powietrza, pogodę, słońce i ich działanie, a we wdzięczności za wszystko jaka pochłaniała duszę moją jednoczyłam się ze Stwórcą, który we wszystkim ale to kompletnie we wszystkim ujawnia Swoją nieskończoną Miłość ku nam! którą zwykle się nie widzi.
Gdy wpatrzona byłam we Wnętrze Boga, z którego wszystko co widziałam wyłoniło się, jak i prawa według których powstał wszechświat z jego przecudnymi odmianami świata roślinnego, zwierzęcego, atomowego itp. a więc świata kosmosu i mikrokosmosu, zachwycona całą duszą oglądałam Boga w Jego nieskończonych doskonałościach z bliska i z daleka poza Nim i w Nim! gdzie On wszystko przenika!
Świadoma byłam, że to nie ja sama myślę, rozważam i wpatruję się w Boga Istotę, lecz że to Dusza Jezusa, żyjąca we mnie, działa, myśli wraz ze mną o Bogu i wprowadza mnie w Życie, Działanie i w Istotę Boga! bezpośrednio i poprzez widzialny świat! Bowiem zapowiadał mi Jezus, że On, jak wyżej pisałam, chce we mnie myśleć, kochać i sprowadzać przeze mnie na rodzaj ludzki skuteczność zbawczą Jego Bytowania tu na ziemi w niej. I tą drogą ujawniał przede mną, jakiego to rodzaju ono jest, gdy się żyje Jego Boską Duszą, dając Jej w sobie żyć, będąc świadomym Bytności Jego w nas, jako Boga i Człowieka! Oto dawał mi możność poznawać i przeżywać to, co On przeżywa, gdy myśli o Bogu, wielbi i kocha Go, a w Nim i dla Niego, kocha cały rodzaj ludzki, chcąc go przyprowadzić do Boga i zjednoczyć z Nim!.
Toteż dzieło Wcielenia, Odkupienia, Uświęcenia i Zjednoczenia Boga z nami w nas żyjącego, stawało mi się w skutkach nieskończenie wielkim, dobroczynnym, rzeczywistym, a tak koniecznym, że coraz jaśniejszym mi się stawało domaganie się Pana Jezusa od Władzy Duchownej, by dała Mu całemu wszechwładnie żyć w członkach mistycznych, z których tworzy swe ciało – rozszerzenie duchowe! – Tak żyć, jak w samej rzeczy On żył i żyje od chwili ustanowienia Przenajświętszego Sakramentu.
Jednak dla twórczego i bardziej owocnego współdziałania członków z Bogiem, a Boga z nimi, potrzebna jest świadomość o Nim, Jezusie żyjącym w nich, o którą to (świadomość) Panu Jezusowi tak bardzo się rozchodzi.
Toteż woła i prosi o to Kościół święty zapewniając, że cały świat do niepoznania się odmieni, gdy tą tajemnicą będzie żył!

Wypada mi tu jeszcze zatrzymać się i choć w krótkości powiedzieć skąd i jakim sposobem tak serdeczna przyjaźń zawiązała się pomiędzy Bogiem Ojcem a mną. Gdy odeszłam od Kościoła św. przez wpływ brata – (od roku 1908 do 1915), który miał biblioteczkę w rosyjskim języku, wydania Marksa i z niej dawał mi do czytania zakazane książki, co spowodowało, iż osiem lat nie chodziłam do kościoła, a nawet pięć lat nie modliłam się ani żegnałam, więc i zapomniałam o P. Jezusie i Matce Najświętszej, czując straszną pustkę w duszy. Lecz za łaską Bożą oderwawszy się od tego zgubnego wpływu (od roku 1915) zaczęłam usilnie sama zastanawiać się nad życiem, szczególnie podczas przechadzek samotnych, używanych dla zdrowia. I doszłam do tego wniosku: iż najgłówniejszą rzeczą w życiu każdego człowieka jest łączność jego, kto by on nie był, ze swoim Stwórcą, który nas najlepiej zna, wiec czego nam trzeba, bo nas dla Siebie stworzył! A więc jak nas bardzo kocha! I na tym tle Miłości Boga ku nam i że nasze szczęście tkwi w Bogu, bo przeznaczeniem naszym jest: „osiągnięcie i posiadanie Go”, cała zwróciłam się ku Niemu, pragnąc nie tylko sama Go osiągnąć, lecz całą ludzkość przyprowadzić ku Bogu!!
W tym pożądaniu zrodziło się ciągłe dociekanie i prośba do Boga, by odsłonił mi, co przeszkadza Mu zdobywać ludzkość dla Siebie Boga, kiedy On jest Wszechmocnym, całego Siebie oddaje jej – a pomimo to, że Go tak licznie Wcielonego i za nas ofiarującego się i pozostającego pod postacią chleba przyjmują w siebie, a jednak tacy są wszyscy słabi, bierni i niedołężni?! A przecież Bóg Człowiek powinien by już przyprowadzić całą ludzkość do Boga Ojca, bo tego tak bardzo pragną i pragnie!! I wszystko uczynił, aby tak się stało!! Tymczasem ludzkość nie tylko poganieje, lecz szatanieje!! – A to, dlaczego?!!

Drugą rzeczą łączącą mnie z Bogiem było to, że Boga wyobrażałam sobie nie jako starca, jak widziałam w świątyniach przedstawionego w skulpturze i malarstwie, gdzie tym sposobem chciano uzmysłowić Jego „Odwieczny Byt!”
Lecz zawsze mówiłam Mu:
„Boże Ojcze, ja myślę, iż bliższa będę prawdzie, kiedy będę Cię widziała w myśleniu nie w ludzkiej postaci, lecz jako Odwieczną Młodość”, a raczej „Dojrzałość”, „Która pełna Odwiecznej Wszechmocy i Nieskończonej Doskonałości mogła wszechświat stworzyć i zawsze może w nieskończoność stwarzać! Boś Ty Bogiem bez początku i końca!!”
Zatem w Tobie nie masz ani śladu „starczości”, a więc czegoś „przeżytego”, choć jesteś Odwieczny i „niedołężniejącego”, co by trzeba było „odnowić”, a to dlatego właśnie, że jesteś „Odwieczny!”
Nie umiem dziś słowami wyrazić, co i jak myślałam wówczas o Stwórcy, o Bogu w Trójcy Jedynym, o Bogu Ojcu.
Wiem tylko jedno, że Bóg miał w tym moim myśleniu upodobanie, bo zaraz stwierdzał to nie tylko wewnątrz poddawanymi słowami, lecz też i zewnętrznymi znakami, co się w opisie niżej okaże.
Z tego wnioskuję, że Bóg Najświętszy chce, byśmy Go w duszy odczuwali myślnie, jako Odwieczną Dojrzałość, która jedna zdolna jest wciąż „tworzyć” i udzielać wszechświatu „Życie”, a cóż dopiero nam pojedynczym ludziom, którym Siebie całego daje i chce byśmy Go jako takiego przeżywali, w Niego wżywali się, żyli Nim i stawali się podobnymi Jemu i w Mocy, i w Działaniu, i w prawdzie Boskiego Życia Jego w nas! aby On stał się jedno z nami! Taka Wola Jego jest względem nas!
Otóż Bóg Ojciec, dlatego właśnie z taką szybkością mnie wyprowadził z odmętu niewiary w Boskość nauki Kościoła św. – niewiary, która zrodziła się we mnie pod wpływem zakazanych książek, wykazujących niedoskonałość członków nauczających i rządzących Kościołem.
Ale Ojcu Niebieskiemu było to za mało, bo odsłonił mi nawet tajemnicę, w czym i gdzie tkwi powód mierności życia nadprzyrodzonego w Bożym Jego kościele, który jest przez ludzi prowadzony, toteż ograniczają nie tylko kościół w wielkości jego i prawdziwości, lecz ograniczają nawet Samego Boga w Życiu Jego i Działaniu w nim – kościele, czyli w członkach jego, bo zawsze są tylko ludźmi i nie chcą w pełni stać się więcej niż ludźmi, bo rzeczywiście jak to Bóg chce „nadludźmi”, czyli „Synami Bożymi!” – twórczymi a nawet cudotwórczymi członkami Mistycznego Ciała Boga-Człowieka, który chce mieszkać wszechwładnie w nich, świadomie dla nich!