Obok charyzmatu do istotnych i niezmiennych elementów duchowości zakonnej należy pójście za Chrystusem, wyrażone przez konsekrację zakonną, nadającą życiu osób konsekrowanych znamię kultu Bożego i zobowiązującą do nieustannego dążenia do świętości. Stosowane dziś powszechnie na określenie życia zakonnego terminy: konsekracja zakonna, życie konsekrowane, wyrażają oddanie się Bogu przez śluby: czystość, ubóstwo i posłuszeństwo.
Konsekracja stanowi najgłębszą istotę życia zakonnego i choć jest wspólna dla wszystkich zgromadzeń zakonnych, jednak realizowana jest według charyzmatu konkretnej rodziny zakonnej. Osoba ślubująca rady ewangeliczne zobowiązuje się je zachować zgodnie z wytycznymi zawartymi w Konstytucjach. Dlatego po przedstawieniu. duchowości Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana ukazane zostanie spojrzenie Sługi Bożej Pauli Zofii Tajber na realizację powołania zakonnego i życia według rad ewangelicznych.

1. Konsekracja – oddanie się Bogu

Obecnie obowiązujące ustawy zakonne, odwołujące się do nauki m. Pauli Zofii Tajber mówią, że ideał życia w Bogu, do którego siostry zobowiązały się ślubami, ukazany w Ewangelii, polega na zjednoczeniu z Bogiem w miłości poprzez coraz doskonalsze naśladowanie dziewiczego, ubogiego i posłusznego Chrystusa wypełniającego przez całe życie wolę Ojca Niebieskiego. Profesja zakonna będąca pogłębieniem konsekracji chrztu świętego winna – jak wynika z Konstytucji – prowadzić siostry do osiągnięcia czystości serca i wolności duchowej oraz do pogłębienia miłości do Boga i bliźnich. Przez wypełnianie rad ewangelicznych i troskę o ustawiczny rozwój wewnętrzny siostry uczestniczą w misji Kościoła zwiastującego bliskość królestwa Bożego. Dlatego też poprzez miłość ofiarną mają całkowicie oddać się do dyspozycji Boga i Kościoła świętego, by wiernie codziennie odpowiadać na Chrystusowe wezwanie:

„Pójdź za Mną” (J 1, 43 )

będące najwyższym jego darem.

Konsekracja zakonna – jak wynika z analizy pism m. Pauli Zofii Tajber – jest ofiarowaniem siebie Jezusowi w miłosnym, całkowitym i bezwarunkowym oddaniu, podjętym w celu zjednoczenia się z Nim poprzez odwzorowywanie świętości Jego Najświętszej Duszy w swojej własnej duszy przy zachowaniu ślubów zakonnych. Z jej notatek wyraźnie wynika, że pragnienie osobistego uświęcenia musi być połączone ze świadomością przyczyniania się do świętości całego Kościoła, pozyskiwania nowych członków Mistycznego Ciała Chrystusa i pomagania im do wzrostu w świętości. Niedbałość w dążeniu do doskonałości jest – zdaniem Matki – krzywdą wyrządzoną całej ludzkości. Wyraźnie wskazuje to na eklezjalny wymiar oddania się Bogu.

Jest to zgodne z pojęciami stosowanymi w teologii ascetycznej, określającej konsekrację jako przeznaczenie człowieka do wyłącznego kultu Bożego poprzez dodatkowo przyjęte przez niego zobowiązania, pogłębiające konsekrację chrzcielną, a wyrażone w ślubowanych radach ewangelicznych. Osoba zakonna składając śluby zobowiązuje się bowiem do doskonalszego pójścia za Chrystusem, do poświęcenia się Temu, którego nade wszystko umiłowała i do podjęcia

„posługi w celu budowania Mistycznego Ciała Chrystusa”

w sposób właściwy dla instytutu, do którego należy. Mówiąc na temat oddania się Bogu m. Tajber podkreśla, iż jest ono tylko wtedy wartościowe i autentyczne, jeśli człowiek powodowany jest miłością ku swemu Stwórcy i Zbawcy. Ta właśnie miłość ku Jezusowi rozpalająca serce oblubienicy winna prowadzić ją do tego, by oddała się do wyłącznej i całkowitej Jego dyspozycji, by naśladowała Go i wiernie Mu służyła. Taka według niej winna być odpowiedź duszy na Chrystusowe wezwanie do oblubieńczej miłości. Nazywa to oddanie się

„miłosnym darem z siebie dla Jezusa”.

Uważa, że stanowi ono istotę życia zakonnego, jest nie tylko oddaniem siebie Bogu, ale i

„oddaniem się Jego sprawom”.

Podstawowym warunkiem bycia w zakonie Najświętszej Duszy Chrystusowej jest jak zakłada m. Tajber pragnienie „życia Jezusem i dla Jezusa” i dążenie do doskonałości. „Owocem”, charakterystyczną oznaką siostry dążącej do świętości, winno być „ustawiczne stanie” w obecności Jezusa, promieniowanie miłością i radością. Duch szczęścia i wesela ma cechować siostry Duszy Chrystusowej. Matka Tajber wprost mówi, że nie można do ślubów dopuszczać osób, które nie przejawiają radości i szczęścia w życiu zakonnym. Źródłem tego szczęścia jest obecność Jezusa w duszy i łaska wybrania na Jego oblubienicę. Matka mówi, że nie ma większego szczęścia nad posiadanie Jezusa jako Oblubieńca i bycie Jego oblubienicą, i dlatego jej zdaniem trzeba być szczęśliwą i tym szczęściem „uszczęśliwiać” Jezusa.

„On bowiem ma upodobanie w duszy szczęśliwej”.

Umiejętność życia w zjednoczeniu z Jezusem żyjącym w duszy nazwała „drogą szczęścia wewnętrznego”. Życie konsekrowane zgodnie z zamiarem Chrystusa jest – jak mówi Ojciec Święty Jan Paweł II – „życiem głęboko szczęśliwym”, stąd wymaganie m. Tajber, by siostry

„promieniowały szczęściem”

nie jest górnolotne, ale stanowi realną konsekwencję życia wynikającą z konsekracji. W pismach jej często spotyka się określenie, że Jezus i dusza Jemu oddana mają stanowić jedno:

„nieskończone szczęście dla siebie i świata całego”.

Z tej pełni wzajemnego posiadania i oddania się – zjednoczenia i szczęścia ma „rozlewać się” to szczęście na cały świat.

Wprost twierdziła, że jeśli osoba zakonna nie jest szczęśliwa, wynika to z tego, iż jej oddanie się Jezusowi nie jest pełne. Z jej nauki wynika, że dusza zakonna winna starać się o to, by być „dzielną, żywą, twórczą” oblubienicą Jezusa, dążącą do tego, by we wszystkim zbliżać się do swego Ideału – Jezusa i upodobnić się do Niego. Winna więc pragnąć współżycia z Jezusem, by przeżyć, to swoje życie w Nim, dla Niego, z Nim.

Dlatego ma pielęgnować w sobie to Jego życie zbawcze, by On mógł swą „zbawczą oblubieńczą moc” przejawiać przez nią jak najswobodniej. Matka Tajber mówi, że oblubienica Chrystusa ma się stać niejako

„hostią poświęconą”, „hostią zbawczą” Jezusa, przez którą On – „Zbawiciel może dalej swe dzieło zbawcze przeprowadzać”.

Musi po prostu uczyć się nie tylko „karmić się, oddychać Bogiem”, ale i „uczyć się czerpać z Jego wszechmocy siłę do działania i przeprowadzania dzieł i spraw podjętych dla Jego chwały”. Zobowiązana jest współpracować z Jezusem w dziele kształtowania siebie na Jego wzór. Ma pozwolić Chrystusowi, by według „swego upodobania” upodabniał ją do Siebie, bowiem tylko wtedy stanie się

„Jego odpromienieniem i przejawem”.

Matka Tajber była zdania, że trzeba utworzyć system pracy wewnętrznej świadomego jednoczenia się człowieka z Bogiem w Trójcy Jedynym. Zachęcała więc siostry, by „rozważały, zgłębiały, miłowały i uszczęśliwiały się właściwościami Osoby Jezusa”, np. jako Osoby Syna Bożego czy Zbawiciela rodzaju ludzkiego. Uważała, że nasze oddanie się Bogu winno mieć w sobie „choć mały odcień podobieństwa oddania się Boskiego Zbawiciela dla dusz ludzkich”. I dlatego osoba zakonna chcąc należeć do Jezusa musi żyć w pełnym zjednoczeniu z Nim, być zdecydowaną na pełną ofiarę ze siebie, by zdobywać Jemu dusze i obejmować Jego miłością „cały świat dusz”. W tym miejscu można nadmienić, że chociaż m. Tajber żyła w okresie przedsoborowym, używała na określenie poświęcenia się Bogu terminu „konsekracja”. Wprawdzie nie stosuje go „powszechnie”. Spotykany jest on przede wszystkim w jej notatkach osobistych. Nie używa go natomiast w żadnym z projektów Reguł czy Konstytucji”. Dostrzega się, że oznacza on dla niej całkowite miłosne oddanie się duszy zakonnej na wyłączną własność Jezusa. Powinno ono prowadzić do

„przemienienia się w Jezusa”, „przeistoczenia się w Niego”, do „zradzania się w Jezusie”.

Czasami spotyka się wśród określeń wyjaśniających termin „konsekracja” stwierdzenie, że dusze zakonne są

„żywymi, nieśmiertelnymi tabernakulami stworzonymi przez Jezusa dla Niego samego”, „świątyniami Jego”, „hostiami konsekrowanymi”, „naczyniami wybranymi do służby Bożej”.

Tymi wyrażeniami wyjaśnia myśl, że siostry otrzymawszy powołanie od Boga są wyłączną własnością Jezusa i powinny żyć tylko Nim i dla Niego, naśladując Go we wszystkim. Wczytując się w notatki osobiste, zauważa się, że dla Matki Tajber już każda chwila, w której dusza „pożąda Boga” jest zarazem chwilą konsekracji, oddania się Bogu. „Konsekrujemy siebie w Jezusie” – jak się wyraża – przez dążenie do sakramentalnego zjednoczenia z Nim, przez budzenie w sobie pożądania wzrostu w Jego cnotach, doskonałościach, przymiotach, tajemnicach. Zdaniem Matki Tajber, Jezus chce, by dusza Jemu poświęcona stała się cała Jego, a swoje oddanie się Jemu ma wyrażać w ciągłym „pożądaniu zradzania się Jego w duszy swojej”. Jezus udzielając duszy łaski powołania na oblubienicę swoją pragnie – jak uczy Matka – by ona dowodziła Mu swoim oddaniem, poświęceniem i ofiarnością, że tylko Jego szuka, Jego miłuje i Jemu samemu chce być wierną. Dlatego m. Tajber uczy, że należy oddać Jezusowi siebie całkowicie, tzn. ciało, władze duszy, wszystkie zmysły i wszystkie chwile swego życia doczesnego i wiecznego. Z lektury pism m. Tajber wynika, że pod słowo „konsekracja” podstawiała właściwe treści, dające się ująć w zdanie, iż jest ona oddaniem się osoby zakonnej do wyłącznego kultu, przeznaczenia Bożego. Wyraźnie akcentuje, że jest to oddanie bezwarunkowe, miłosne, całkowite, „na wyłączną własność Jezusa”. Takie właśnie przymioty ma konsekracja zakonna. Potwierdzeniem, pogłębieniem jej – według założeń m. Tajber miały być składane przez siostry śluby: wierność, miłość i dziękczynienie.

Podczas analizy pism m. Tajber zauważono, że miała ona swoiste spojrzenie na profesję wieczystą, Twierdziła, że wieczyste śluby zakonne będą podniesione do godności sakramentu. Z wypowiedzi

m. Tajber jasno wynika, że przez profesję wieczystą człowiek pogłębia i utrwala na wieki swą przynależność do Jezusa. Wyraźnie podkreśla ona, że początkiem tej przynależności jest chrzest czyniący człowieka członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa i sprawiający, że staje się on własnością samego Boga i przynależy już do Niego. Inne sakramenty pogłębiają tę przynależność. W jej rozumieniu śluby wieczyste są znakiem świadomej, trwałej i wiecznej przynależności człowieka do Boga. Akt złożenia ślubów wieczystych nazywa nowym stopniem mistycznego przynależenia do Jezusa, świadomą sakramentalną przynależnością do Niego. Posługuje się terminem „sakrament” rozumiejąc go jako znak, symbol, łaskę wiecznego przynależenia duszy do Chrystusa. W tym miejscu nie używa wprost zwrotu „konsekracja”, ale z treści jej rozważań wynika, że istotą oddania się Bogu przez śluby zakonne jest – o czym wspomniano – potwierdzenie, utrwalenie na wieki poświęcenia się Bogu, które zapoczątkowane zostało w sakramencie chrztu świętego”. Można sądzić, że m. Tajber mówiąc o podniesieniu ślubów do godności sakramentu chciała podkreślić wielką wagę i doniosłość aktu oddania się Bogu przez profesję wieczystą i jego nieodwołalność, tak jak nieodwołalnym aktem jest konsekracja chrzcielna. Dlatego ukazywała, iż chrzest rozpoczyna niejako to nasze zaofiarowanie się Bogu. Doskonale rozumiała, że jest on źródłem konsekracji zakonnej.

W obecnej dobie dokumenty Vaticanum mówią wprost, że osoba zakonna przez śluby z nowego tytułu poświęca się Bogu. Jest to konsekracja sięgająca swymi korzeniami konsekracji chrztu świętego. Wyzwala ona bowiem w sposób doskonały to, co dokonało się w chwili przyjęcia sakramentu chrztu. Do tej pory myśli m. Tajber o podniesieniu ślubów wieczystych do godności sakramentu wydawały się być jakieś odosobnione. W dobie posoborowej spotyka się czasami podobne wypowiedzi.

Podejmując omawianie ślubów zakonnych w ujęciu Matki Pauli, trzeba nadmienić, że ze względu na powszechnie przyjęte normy prawne, do których stosują się wszystkie zgromadzenia zakonne,

w tym miejscu omawiać, się będzie w zasadzie tylko ich „ducha”; to, jak Założycielka ustawiała w swojej rodzinie zakonnej praktykę cnót związanych ze ślubem czystości (2), ubóstwa (3) i posłuszeństwa (4). Mając na uwadze fakt, iż m. Tajber projektowała jako śluby cnoty: wierność (6), miłość i dziękczynienie (5), zostaną one tu również przedstawione, z tym, że cnota miłości ze względu na to, że stanowi istotę ślubu czystości, zostanie omówiona łącznie z nim.

2. Konsekrowana czystość

W ustawach zakonnych, zarówno we wczesnych projektach, jak i w później zatwierdzonych przez władzę kościelną, ślub czystości ujmuje się w kategoriach czysto prawnych. Owszem, znajdują się tam wskazówki ascetyczne odnośnie umartwienia zmysłów, wystrzegania się przywiązań do osób, ale są to zalecenia ogólnie praktykowane. W artykułach nie ma odniesienia do osoby Chrystusa. Jeden artykuł mówi tylko, że chcąc wiernie zachować ślub czystości, siostry winny gorliwie prosić o tę łaskę „Trzy Osoby Boskie za pośrednictwem Niepokalanej Dziewicy, odmawiając codziennie cząstkę koronki”. Jedynie w projekcie z lat trzydziestych zawarte było zalecenie m. Tajber, by siostry troszcząc się o zachowanie cnoty czystości, rozmiłowały się w aktach zjednoczenia z Bogiem i w ćwiczeniach doskonalących władze duszy. Ale i to zdanie zostało wykreślone przez cenzora. Dopiero obecne Konstytucje, zredagowane według wytycznych Vaticanum II, tchną duchem Założycielki. Czystość ukazana jest w nich jako niezwykły dar Boży, dodający właściwego blasku duszy poświęconej Bogu. Ślub czystości przedstawiony jest jako nadprzyrodzone zaślubiny z Boskim Oblubieńcem, który jest najwyższym Szczęściem i Miłością duszy zakonnej. Matka Tajber uważa, że zjednoczenie duszy z Chrystusem winno prowadzić do duchowego macierzyństwa, które – jak mówi – tym doskonalsze i bogatsze się stanie, im bardziej dusza przyoblekać się będzie w dziewiczość Jezusa. Najwyższą pobudkę, a zarazem źródło siły do zachowania tego ślubu stanowi miłość do Boga.
Miłość bowiem jak motywują Konstytucje – utrzymuje duszę w zażyłej osobowej przyjaźni z Chrystusem. Wpatrywanie się w świętość Jego Najświętszej Duszy, łączność z Nim w Eucharystii, uświadamianie sobie Jego obecności w duszy, modlitwa oraz praktykowanie gorącego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, oprócz ogólnie przyjętych praktyk ascetycznych, są – według tychże ustaw – „gwarantem” zachowania tego ślubu. Ślub czystości ułatwia – jak uczy m. Tajber – całkowite oddanie się Panu Bogu i dziełom apostolskim. Jest podjęty dla Królestwa Niebieskiego. Żyjąc tym ślubem siostry winny uwalniać się przede wszystkim od samych siebie, od grzesznych upodobań, a wzbogacać się w czystość samego Chrystusa. Matka dbała o to, by siostry unikały wykroczeń przeciwko miłości siostrzanej i w ogóle przeciwko przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Przekonana bowiem była, że w atmosferze wzajemnej miłości łatwiej jest zachować ślub czystości. Dlatego pouczając siostry na temat tego ślubu więcej uwagi zwracała na cnotę miłości, choć często przypominała o konieczności ascezy w kontaktach z innymi ludźmi. Wynika z tego, że zdawała sobie sprawę, iż wykroczeniem i niedoskonałością w tej dziedzinie jest też każde przywiązanie do innych osób czy do samych siebie”. Jej zdaniem czystość osoby zakonnej ma wprost „promieniować” z jej oczu, twarzy, uczynków, zachowania, z całego życia. Dusza zakonna winna troszczyć się o – jak się wyraża –„dziewiczość duszy, ducha i ciała”. Matka wyraźnie podkreśla, że choć czystość ciała jest niezbędna dla zachowania ślubu, jednak do doskonałego zachowania cnoty czystości konieczna jest i czystość umysłu i serca, i woli, a więc wszystkich władz duszy oraz zmysłów ciała. Twierdziła, że

Jezus żąda od duszy zakonnej czystości tych władz, bo chce ją zjednoczyć ze sobą. Władze duszy winny więc być całkowicie przepełnione, zajęte Oblubieńcem – Jezusem.

Matka Tajber mówi wyraźnie o oczyszczeniu woli, ale zaznacza, że czujność winna także obejmować umysł, by rodziły się w nim myśli czyste, pełne miłości do Boga, wdzięczności ku Niemu oraz życzliwości względem bliźnich. Uważa ona, że właśnie pod wpływem dobrych, czystych myśli, „pełnych wdzięku Bożego” rozwija się życie Boże w duszy zakonnej

 

„Bóg Najwyższy pożąda – pisze – ażeby wszystko, co stanowi mnie całą – to ciało moje, dusza moja, cały duch, życie moje doczesne i wieczność cała były całkowicie ku Niemu zwrócone, całkowicie Jemu oddane, jedynie w Nim mające upodobanie”.

Według Matki Tajber czystość objawia się też w tym, że dusza nie znosi w sobie najmniejszej niedoskonałości i usilnie pracuje nad tym, by „przyodziać się w piękno” cnót Jezusa. Twierdzi ona, że Jezus pragnie naszej świętości, doskonałości w tej dziedzinie, bo chce nas uczynić dziedzicami nieba. „Żyjesz po to tu na tej kuli ziemskiej – mówi – byś stała się kryształowo czystą […] przez ciebie cały ludzki ród ma wzbogacić się miłością Boga.
Stąd zachęcała siostry, by gorliwie dążyły do świętości. Zauważyła, że Bóg niewiele żąda od człowieka.

Chce tylko – jak twierdzi – aby kochać Go „głębią” naszej duszy, ją (tę duszę) dla Niego w czystości zachowywać i w niej miejsce Jemu pozostawić.

W zamian za to – mówi – On odda nam Siebie w posiadanie i nawzajem zabierze duszę naszą dla Siebie. Rzeczą pożądaną przez Boga jest w myśl nauki Matki – aby dusza dążyła do coraz głębszego, świadomego zjednoczenia z Nim i pozwalała Mu doskonalić się, by On mógł przejawiać się przez nią według swego upodobania.

Jej zdaniem, Jezus jest „stęskniony” za oblubieńczym zjednoczeniem z duszą oblubienicy i chce, aby ona wciąż Nim żyła.

Więc winna ona pielęgnować „stan swego mistycznego związku z Jezusem”. Stan ten nazywała stanem oblubieńczym. Jezus ma stać się dla osoby Jemu poświęconej „jedyną rozkoszą i szczęściem doczesnym i wiecznym”. Według niej dusza oblubieńcza i całkowicie żyjąca Jezusem i dla Niego jest „jedną z największych radości i rozkoszy” Jego tu na ziemi. Tylko z taką duszą może On całkowicie zjednoczyć się i obdarować ją „wszelkim nadprzyrodzonym bogactwem”. Dlatego też zwracała uwagę, by dusze oddane Panu Bogu od pierwszej chwili swego powołania z pokorą „dobijały się” o tę oblubieńczą miłość „w sobie od siebie”. Choć jest ona równocześnie darem samego Boga, jednak dusza – zdaniem Matki – winna „otworzyć się”, oddać się cała swemu Panu i Bogu tak, by On mógł całkowicie nią zawładnąć. Trzeba kochać Jezusa „coraz goręcej, szlachetniej, subtelniej” jako Boga, Stwórcę, Króla, jako Oblubieńca duszy. Podczas lektury pism m. Tajber zauważa się, że kontemplowała ona często samo znaczenie wyrażenia „oblubieńcza miłość”, „oblubienica Jezusa”. Zachęcała też swoje córki duchowe, by i one zgłębiały treść pojęć: „oblubienica Jezusa”, „Jezus Oblubieńcem duszy zakonnej”. Z jej notatek wynika, że miłość oblubieńcza polega na tym, iż dusza kocha Pana Jezusa ponad wszystko miłością pożądania Go, miłością pragnienia, miłością tęsknoty za posiadaniem Jego w sobie i miłością szczęścia z posiadania Go w sobie.

„Miłość oblubieńcza oblubienicy Jezusa – twierdzi – wciąż się wyrywa do Jezusa”. W nauce m. Tajber nie ma akcentu na aspekt wyrzeczenia. Wciąż podkreśla, że czystość to oblubieńcza miłość przekraczająca wszelką inną miłość. Wyraźnie troszczy się o rozbudzenie płomienia miłości do Jezusa w duszy Jemu poświęconej, bowiem uważa, że tylko wtedy, gdy człowiek prawdziwie ukocha Jezusa, rozmiłuje się w Nim, zdolny będzie w pełni żyć ślubem czystości. Można powiedzieć, że dla niej czystość to po prostu miłość do Jezusa. Konsekrowana czystość – jak naucza też Jan Paweł II – jest bowiem świadectwem miłości do Chrystusa”. Przegląd spuścizny pisarskiej Matki Pauli dał możność stwierdzić, że dawała ona w wygłaszanych konferencjach, w dedykowanych sentencjach na okolicznościowych „obrazkach”, czy też we wskazówkach ascetycznych m.in. na tzw. Karteczkach ze Żłóbka, wiele pouczeń nie tyle na temat samego ślubu czystości, ale właśnie cnoty miłości. Wypływa to zapewne z tego, że w jej projektach cnota ta miała obowiązywać pod ślubem.

W swoich notatkach mówi, że ślub miłości polega na umiłowaniu Chrystusa i budowaniu wraz z Nim Jego Mistycznego Ciała przez dostrzeganie w poszczególnych członkach samego Jezusa, służenie Mu w nich, darzenie ich miłością i czcią ze względu na Niego.

Ślub ten – jej zdaniem – zobowiązuje we wszystkim widzieć miłość Pana Boga ku nam i na tej miłości „budować” naszą miłość ku Niemu. Inaczej mówiąc jest zobowiązaniem do odpowiadania miłością na Miłość. Cnota miłości ma bowiem „pielęgnować” zjednoczenie duszy z Chrystusem żyjącym w niej i w bliźnich.

Trzeba miłować Jezusa – uczy Matka – umysłem, wolą, uczuciem, pamięcią, wyobraźnią, całym swym jestestwem i życiem; oglądać Go w sobie i w bliźnich poświęcając się Jemu bez reszty”.

Jest bowiem głęboko przekonana, że jedynym celem duszy zakonnej jest kochać Jezusa, od Niego jednego spodziewać się miłości i Jemu jednemu swą miłość ofiarować.

Jej zdaniem Jezus od dusz Jemu poświęconych żąda nie tyle pracy, apostolstwa, ofiary, ale oblubieńczej miłości. I tylko wtedy, gdy dusza będzie żyła tą miłością, Jezus będzie w niej działał i przejawiał się przez nią. Nieustannie pouczała siostry, by pielęgnowały w sobie miłość do Jezusa i nie tylko wyrażały Mu swą miłość, ale otwarły się na Jego miłość i żyły prawdziwie Nim i dla Niego samego.

Matka dodaje jeszcze, że „najgłówniejszą podstawą zjednoczenia z Jezusem jest ciągłe wgłębianie się w Jego miłość”.

Poznawanie i ciągłe uświadamianie sobie miłości Boga jest zdaniem Matki – „potęgą” w dążeniu ku Niemu, „tajemnicą szybkiego wzrostu naszego w Bogu i Boga w nas”. Bowiem dusza zatopiona w miłości do swego Oblubieńca, łatwo poznaje przymioty Jezusa i Jego samego. Trzeba jak mówi – tylko jednego: wpatrywać się w Niego z miłością. Jest to u Matki warunkiem, by przybliżyć się do Jezusa, zjednoczyć się z Nim i dostąpić łaski przemieniającej w Niego. Uczyła więc swoje córki duchowe, by w doczesnym życiu wykorzystywały każdą chwilę na „miłowanie Boga i służenie Mu wiernie”. Jest to niezbędny warunek do tego, by dusza mogła podobać się Bogu.

Należy więc – jak się wyraża – kochać Boga i nieustannie pomnażać się w tej miłości ku Niemu, by wynagrodzić za to, że jest tak „poniewierany, zapomniany czy kochany miłością interesowną”.

Stąd siostry winny niejako współczuć Panu Bogu, przepraszać Go i wynagradzać Mu, zdobywając się na coraz to doskonalsze akty miłości ku Niemu, kochając Go bezinteresownie, „dla Niego Samego”, i wypłacając się swoją wdzięczną miłością za Jego miłość. W naukach wygłaszanych do sióstr, ciągle mówiła o wielkiej miłości Bożej ku człowiekowi. Z jej pism wprost przebija zachwyt nad miłością Boga do duszy ludzkiej. W liście do profesora Żytomierskiego z seminarium duchownego pisze: „Miłość Boga względem duszy ludzkiej. O! Jakże ona nas wysoko podnosi […] jakim poczuciem szczęścia napełnia duszę naszą.

Miłość Boga przejawiona w Jezusie jest pokarmem jedynym duszy naszej”

Na innym miejscu stwierdza, że miłość Boga do człowieka jest niezgłębiona, Bóg kocha każdą ludzką istotę tak jak Siebie samego, bowiem kocha Siebie w nas, a nas w Sobie. Uważała, że człowiek poznając i zgłębiając miłość Boga ku sobie może odnowić się na duchu i ciele, i „samorzutnie” dać miłosną odpowiedź Miłości, miłując samego Boga i Jego obraz – człowieka.

Przekonana jednak była, że miłości ku Chrystusowi trzeba się po prostu uczyć stopniowo i starać się, by była ona coraz to bardziej serdeczna, bowiem – jak się wyraża – Chrystus pragnie od duszy oblubieńczej „miłości świętej, gorącej, żywej, jasnej jak słońce”.

W jej rozumieniu tylko w miłości rodzi się najszlachetniejsze zjednoczenie z Bogiem, a kochać Boga, to znaczy wszystko Mu ofiarować, nie tylko swoje ciało, ale – jak to już wyżej wspomniano – i duszę z wszystkimi jej władzami i zmysłami oraz wszystko czym jesteśmy i co posiadamy i wszystko co nas spotyka. Dusza kochająca Boga we wszystkim odnajduje Jezusa, wszystko zbliża ją do Niego i czyni ją szczęśliwa.

Zdaniem m. Pauli cała tajemnica powołania zakonnego leży w miłości Boga, bowiem bez miłości powołanie zamiera. Miłość – jak uczy m. Paula – jest królową wszystkich cnót, czyni nas miłymi Panu Bogu, jest najczystszym tchnieniem duszy uświęconej. „Kochać Boga – pisze w swoich notatkach – to królować, bo królestwo to miłość, to ogień wiecznego zjednoczenia z Bogiem”.

Mówiąc do sióstr o obowiązku miłowania Pana Boga i bliźnich, Matka nie zapomniała, że przykazanie miłości dotyczy również miłości względem samego siebie. Pouczała, że objawia się ona w unikaniu wszelkiego dobrowolnego grzechu, niedoskonałości, wystrzeganiu gnębienia siebie z powodu wad. Miłość względem siebie musi rodzić cierpliwość w pracy nad wyzbyciem się wad i nad wewnętrznym wyrobieniem. Twierdziła, że kto ma doskonałą miłość względem siebie, ten troskliwie dba o rozwój cnót i łask Bożych w duszy własnej, by Jezus miał w niej miłe mieszkanie”.

Z wypowiedzi sióstr wynika, że m. Tajber była rozmiłowana, rozkochana w Jezusie bez granic i dlatego tak wiele o miłości im mówiła, bo chciała, by i one doświadczyły tej „rozkoszy miłowania Boga”. W notatkach na temat działania Boga w swojej duszy pisze: „Miłość moja ku Bogu coraz to bardziej, łatwiej potęgowała się, gdyż wyczuwałam bardziej miłość Boga ku mnie, aniżeli sama umiałam kochać […] Bóg stał się prawdziwie żywą Istotą i moją jedyną Rozkoszą. W nim jednym była cała moja nadzieja i otucha”. W tej wypowiedzi m. Tajber sprawdza się, to, co mówi Bouyer, że cechą miłości Bożej jest to, iż jest ona darem, że to Bóg sam nas miłuje, a nie tyle my Jego, i co więcej, Bóg miłując nas czyni z nas istoty godne miłości. To właśnie ta Jego miłość daje nam istnienie. Matka miała też świadomość tego daru. Doświadczając miłości Boga ku sobie rozumiała, że odwzajemnienie się na tę miłość jest służbą Bogu i ludzkości. Nie przyswajała sobie miłości Boga, jaką otrzymała dla siebie samej, bowiem uważała, że

„ta przedziwna Boża Moc w kochaniu cała należy do wszystkich ludzkich dusz dziś istniejących, jak i ongiś, a też i do tych, które mają przyjść na ten świat”.

Obejmowała więc „myślą wszystkie na świecie narody i rasy, by w swym umyśle wszystkie Bogu nieść” i przedstawiała Mu „świat dusz jako nieśmiertelny dar”. Starała się kochać Boga za siebie i za wszystkich ludzi, w imieniu całej ludzkości. I do takiej właśnie miłości zachęcała swoje córki duchowe.

Z pism m. Tajber wynika, że zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że człowiek może „nie umieć kochać”. Jednak podkreślała, wprost z uporem, że mimo to i właśnie dlatego, zobowiązany jest „wywdzięczać się Bogu za Jego miłość.”

Ten motyw wdzięcznej miłości przejawia się nieustannie w pismach ascetycznych kierowanych do sióstr i w jej osobistych notatkach. Wynika to zapewne z traktowania tej cnoty jako jednego z trzech projektowanych ślubów, ściśle wiążącego się ze ślubem dziękczynienia podejmowanego z miłości ku Bogu. Analiza pism na temat ślubu czystości i związanej z nim cnoty miłości, pozwala zauważyć, że w swoim nauczaniu m. Tajber, chociaż omawia stronę formalną tego ślubuj podaje dla jego zachowania środki ascetyczne, to wymaga od sióstr, by nie tylko odrywały się od wszelkich przywiązań osobowych, a zwłaszcza od siebie samych, ale również – i to mocno podkreśla – od rzeczy, miejsca zamieszkania, ziemskiej Ojczyzny i kraju, od podjętych obowiązków, rodzaju wykonywanej pracy, nawet od swych zdolności. Idea oderwania od świata, od własnego ciała, od samego siebie, jest znana w historii życia monastycznego. Kasjan na przykład twierdził, że oderwanie to uzdalnia nas „do pokonywania potęgi grzechu miłością Bożą”. Tezy Matki Tajber są podobne. Jej zdaniem to całkowite oderwanie jest warunkiem doskonałego zjednoczenia z Jezusem i służenia Jemu wiernie w zakonie. Konieczne jest ono do pełnej nadprzyrodzonej wolności duchowej i prowadzi do całkowitego przynależenia do Boga i przylgnięcia do Jego świętej woli, a więc konsekwencją ślubu czystości jest ślub ubóstwa i posłuszeństwa.

3. Ślub ubóstwa wyrazem ubogacenia

Z ideą oderwania się od wszystkiego wiąże się też praktyka ślubu i cnoty ubóstwa. W rozumieniu Matki Tajber cnota ubóstwa zobowiązuje do wykluczenia wszelkiego pożądania posiadania czegokolwiek na osobistą własność i do podjęcia pracy, która winna być źródłem utrzymania wspólnoty i środkiem do prowadzenia dzieł apostolskich.

Posługując się jakąkolwiek rzeczą – uczy m. Tajber – osoba zakonna winna być zupełnie wolna i w każdej chwili gotowa do zrezygnowania z jej posiadania; a wykonując pracę nie może też być do niej przywiązana, ale w każdej chwili gotowa do przerwania jej i przejścia ochotnie do innego obowiązku z przeświadczeniem, że Pan Jezus właśnie w tej nowej pracy zawarł specjalne łaski i dary, którymi chce duszę uległą Jego woli ubogacić”. Nauka ta jest w zupełnej harmonii z Kodeksem Prawa Kanonicznego i zaleceniami ascetycznymi, które mówią o tej idei wyrzeczenia dla Królestwa Niebieskiego i wolności wobec świata materialnego”’. Członek zakonu musi „w zupełności wszystko duchowo oddać Bogu […], aby otrzymać Bogactwo Najwyższe – wszelką piękność, łaskę, moc Jezusa, a nawet i Jego samego – Boga” Patrząc na wskazania ascetyczne na ten temat, dostrzega się, że dla Matki Tajber ubóstwo nie jest ,wyrzekaniem się”, ale „wzbogacaniem się w Boga”. Dla duszy zakonnej — uczy Matka — Bóg jest najdroższą własnością, o Jego posiadanie na wieczność powinna się troszczyć oraz o to, by sama należała do Niego. Stąd „przywiązana do Boga” nie powinna czuć przywiązania do niczego innego. Wszystkim winna się cieszyć, bo jest to darem Boga Najwyższego —uczy m. Tajber — i nieustannie okazywać wdzięczność swemu Panu.

Nie może więc czuć się pokrzywdzoną, gdy czegoś nie posiada lub gdy nie otrzyma tego co inni posiadają, bo jest jej dany najwyższy dar od Ojca Niebieskiego — „Jezus Umiłowany, który wystarczy jej za wszystkich i za wszystko”.

W myśl nauki m. Tajber cała troska oblubienicy Bożej powinna się skupiać na tym, by nie utożsamiała z Boskim Oblubieńcem posiadania jakiejś rzeczy czy zdolności, pochodzenia, przyjaźni lub pracy.

Cnotę ubóstwa powinno się ujmować — zdaniem Matki — jako najmilszą ozdobę, w którą przyobleka się dusza wierna, by przypodobać się swemu Boskiemu Oblubieńcowi — Jezusowi i uradować Go, że poza Nim samym dusza nie widzi, nie posiada i nie pragnie żadnych bogactw, bowiem On jest jej jedynym bogactwem.

Widać, że Matka Tajber dogłębnie rozumiała słowa św. Pawła: „On uniżył samego siebie, aby nas ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9). Ubóstwem Syna Bożego było przyjęcie natury ludzkiej, upodobnienie się do nas ludzi. Przychodząc do nas tym swoim ubóstwem nas ubogaca, to jest samym Sobą, swoim Bóstwem. Matka wiedziała, że bez ubóstwa nie można zrozumieć obdarowania człowieka bóstwem. Tę naukę w obecnych czasach głosi Ojciec Święty Jan Paweł . Pojęciami tymi posługuje się teologia ascetyczna. Matka ukazywała siostrom właściwą hierarchię wartości. Twierdziła, że posługiwanie się dobrami ziemskimi nie powinno w ich duszach rodzić przywiązania czy pragnień związanych z aktami własności. Owszem, mają się cieszyć tym, co posiadają, ale winny odnosić wszystko do Boga, okazywać Mu wdzięczność za to, co ułatwia codzienne Tycie i pracę apostolską wśród bliźnich, do których idą i którym przybliżają Jezusa. Bowiem tylko wtedy, gdy będą wewnętrznie wolne od przywiązań, będą zdolne zdobywać innych dla Boga.

Same staną się doskonałe i promieniować będą na otoczenie. Posługując się terminologią Ojca Świętego, cytowanego przez ks. Olejnika, można powiedzieć, że Matka wyraźnie przesunęła troskę z „mieć” na „być”, co jest tak ważne w dzisiejszym świecie, gdzie człowiek zatraca swoją godność, by jak najwięcej po-siadać”.

Zdaniem Matki, ubóstwo ducha uwalnia duszę od miłości własnej i czyni ją zrównoważoną i miłą Bogu.

Dusza wolna od pragnień posiadania „rozszerza się” na posiadanie najistotniejszego Bogactwa — Boga, który jest jej wieczną szczęśliwością, jedynym celem istnienia. Pamiętała o nauce Pisma Świętego, że jesteśmy Bożą świątynią (1 Kor 3, 16), że Jezus jest w nas (2 Kor 13, 5). Twierdziła śmiało, że aby dojść do takiego bogactwa, trzeba posiadać ducha zupełnego ubóstwa.

Dusza zakonna — jak uczy Matka — nie ma prawa posiadać nic oprócz Boga.

Dusza zakonna — jak uczy Matka — nie ma prawa posiadać nic oprócz Boga. Tylko o Bogu może powiedzieć, że jest On jej jedyną własnością, którą chce posiadać. Ubóstwo — jak się wyraża — „czyni duszę nasyconą i przepełnioną Bogiem Nieskończonym Taki stan może się zrodzić jedynie w duszy „płonącej miłością ku Bogu” i poczytującej sobie za chlubę uczestnictwo w materialnym i duchowym ubóstwie, dającym jej możność do pełniejszego upodabniania się do Jezusa68. Obowiązujące wówczas ustawy zakonne nie rozpatrywały tak głęboko istoty ślubu i cnoty ubóstwa. Tylko w jednym artykule była zachęta, aby siostry naśladując Chrystusa starały się o ubóstwo ducha, by mieć udział w Jego ubóstwie. Podobną motywację marny dziś w dokumencie soborowym Perfectae caritatis. Matka Tajber, pragnąc, by siostry — przeżywające prawdziwe ubóstwo, wprost biedę — ukochały cnotę ubóstwa, ukazywała im różne jej aspekty.

Uczyła, że cnota ubóstwa powinna przeniknąć wszystkie władze duszy ludzkiej oddanej Bogu.

Mówiła o ubóstwie w rozumie, woli, w pamięci, w wyobraźni, w uczuciu. Tej kwestii poświęciła cały zeszyt, nadto omawiała ją przy różnych okazjach”. O takim ubóstwie mówi św. Jan od Krzyża w Drodze na górę Karmel, twierdząc, że ten tylko jest ubogi, kto ogałaca się z pożądania dóbr doczesnych (D, I, 3, 4; II, 7, 5). Z udostępnionych źródeł wynika, że m. Tajber wprost zabiegała, żeby siostry rozumiały i praktykowały nie tylko ubóstwo zewnętrzne — materialne, do jakiego zobowiązują normy prawa kanonicznego, ale by prawdziwie stawały się ubogie duchem”. Uważała bowiem, że doprowadzi ono do duchowej wolności, tak niezbędnej dla człowieka, by stał się prawdziwie wolny i otwarty na Boże działanie. Jest to — jak nazywa Jan Paweł II — „podstawowy element” pójścia za Jezusem. Aktualnie obowiązujące ustawy zakonne przypominają tę naukę Założycielki”’. Dziś powszechnie się mówi o dążeniu do wolności duchowej, bo wtedy człowiek rzeczywiście czyni sobie z dóbr materialnych „ziemię poddaną” i nie jest ich niewolnikiem”.

4. Posłuszeństwo doskonałym pełnieniem woli Bożej

Posłuszeństwo jest – jak uczy św. Tomasz – najdoskonalszą formą naśladowania Chrystusa, który „stał się posłusznym aż do śmierci krzyżowej”. Matka Tajber uczy swoje córki duchowe, że ślub posłuszeństwa jest uroczyście złożonym Panu Bogu przyrzeczeniem, przysięgą, zobowiązaniem do posłuszeństwa we wszystkim woli Bożej na wzór posłusznego Chrystusa. Jest oddaniem siebie, swego rozumu, swojej woli na pełnienie woli Bożej wyrażonej w poleceniach przełożonych, ale – co wyraźnie podkreśla – z intencją „przypodobania się Panu Bogu”. Zauważa się, że dla Matki Tajber cnota posłuszeństwa zobowiązuje – jak wyraża to w projektowanych ustawach zakonnych –„do zewnętrznego jak i wewnętrznego posłuszeństwa regule, przełożonym, powołaniu i obowiązkom w powołaniu zawartym”.

Jej zdaniem, „im posłuszeństwo wewnętrzne i zewnętrzne członka [zakonu] jest doskonalsze, tym samym inteligencja jego nadprzyrodzona jest wyższa, głębsza i bardzo twórcza, a więc i życie Boga w duszy takiego członka jest pełniejsze i życie członka w Bogu doskonalsze, owocniejsze”.

Wynika stąd, że posłuszeństwo jest jawnym wyrazem stopnia doskonałości w oddaniu się Bogu. Przez ślub posłuszeństwa – jak wynika z pism m. Tajber – osoba zakonna oddaje Bogu swoje „ja”, swoją osobę, duszę i jej władze, całą swoją wolność, życie teraźniejsze i przyszłe, aby w zamian otrzymać „moc działalności i dzielności samego Boga”.

W obecnych Konstytucjach mówi się, że posłuszeństwo jest całkowitym i dobrowolnym zaofiarowaniem Panu Bogu wolnej woli.

Przez ten akt osoba zakonna nie dysponuje już samą sobą, ale winna pod wpływem Ducha Świętego z wiarą słuchać swoich przełożonych jako zastępców samego Boga”. Jest to – według nauki Matki – najczystszy, heroiczny akt oddania się Bogu. Ślubując i wypełniając wiernie ten ślub zakonnica staje się i jest „najczystszą ofiarą”, jaką człowiek może złożyć Bogu. Matka nazywa to także „arcydziełem wykwitu miłości” duszy zakonnej ku swemu Bogu. Jej zdaniem dusza będąc szczęśliwa z posiadania Oblubieńca, szczerze się Jemu oddaje. Posłuszeństwo jest dla niej ciągłym aktem ofiarnym, składanym w każdej minucie dnia. Matka uważa, że kto potrafi pojąć doniosłość oddania się Bogu w posłuszeństwie, ten jest szczęśliwy w każdym akcie ofiary ze siebie. Jest to zgodne z ascezą nastawioną na miłość. Asceza tak ujęta widzi w posłuszeństwie wyraz „oddania się Umiłowanemu” dla wypełnienia Jego woli i spełnienia Jego życzeń. Św. Bernard mówił, że pragnąc być doskonałym w posłuszeństwie, nie można zadowalać się spełnieniem tylko jakiegoś rozkazu, trzeba pragnąć czegoś więcej i iść za natchnieniem miłości”.

Posłuszeństwo – zdaniem Matki – jest fundamentem świętości, „rodzi” ono różnorodne cnoty i jest najkrótszą drogą do świętości.

Posłuszeństwo – zdaniem Matki – jest fundamentem świętości, „rodzi” ono różnorodne cnoty i jest najkrótszą drogą do świętości. Dlatego też zachęcała, by siostry usilnie starały się o zdobycie tej cnoty, gdyż dzięki niej szybko i pewnie rozwija się życie nadprzyrodzone oraz pokój we wspólnocie. Osoba posłuszna jest bowiem podatna na wpływ łaski Bożej, a będąc posłuszną przełożonym według ducha Bożego, stanie się szybko doskonałą w dążeniu ku Bogu i „niespodziewanie z dnia na dzień róść będzie w łasce Bożej”, która utrzyma ją w równowadze i da panowanie nad zepsutą naturą.

Posłuszeństwo wyraża się umiłowaniem woli Bożej i wiernością łasce.

Dusza zakonna winna być jak się wyraża m. Tajber „oblubienicą woli Bożej”. Bez posłuszeństwa nie upodobni się ona do Chrystusa, a brak podobieństwa do Jezusa jest brakiem świętości. Zachęcała więc siostry, by zabiegały o to, żeby ich posłuszeństwo było natychmiastowe, dobrowolne, całkowite i bezpowrotne. Motywowała to im w ten sposób: „Szczęśliwa jest ta dusza, która rozumie jak wielką przysługę duchową wyświadcza pielęgnacja w sobie cnoty posłuszeństwa […] Oblubieniec Boży poznaje swoją oblubienicę po stopniu jej posłuszeństwa […] On kocha się w cichych i pokornych, a właśnie posłuszeństwo rodzi głęboką pokorę i cichość niebiańską – w niej to gustuje Bóg, bo widzi siebie Bogiem, a duszę oblubienicy doskonałym stworzeniem”. Posłuszeństwo nie jest niewolą — uczy Matka – ale wyzwoleniem duszy z niewoli, jaką jest samowola. Matka trafnie zauważa, że cnota posłuszeństwa oswobadza duszę z wielu niedoskonałości. „Rodzi” – jak się wyraża – pokój, radość, wesele ducha, rodzi wolność dzieci Bożych”. Potwierdza te słowa Dekret Pedectae crifatis, w którym znajdujemy podobny sens: „Posłuszeństwo nie umniejsza godności osoby ludzkiej, ale doprowadza ją do pełnej dojrzałości, pomnażając wolność dzieci Bożych” (PC 14). Matka wzywa: „ucz się zatem sercem być doskonale posłuszną, to ciebie upodobni do Jezusa Boga i da możność promieniować w tobie całą pięknością Jego Bóstwa”. Zachęcając siostry do życia ślubem i cnotą posłuszeństwa, ukazywała ją w różnych odcieniach jako uległość woli Bożej, zgadzanie się z wolą Bożą, zaparcie się siebie, itp. Chciała im niejako „wpoić” sposób praktykowania tej cnoty, poprzez którą mogą wypełnić Bożą wolę.

Ona rozumiała, że pełną realizacją człowieka jest zaangażowanie się w Boży plan zbawienia, a osoba zakonna może to uczynić naśladując Jezusa – posłusznego i we wszystkim spełniającego wolę Ojca.

W teologii ascetycznej posłuszeństwo rozumiane jest jako ustawiczne poszukiwanie Bożej woli i podjęcie decyzji do jej pełnienia, przy równoczesnym wyrzeczeniu się osobistych planów. Inaczej mówiąc jest to nieustanny wybór Boga.

Matka Tajber uważała, że pełnienie woli Bożej jest „najwyższym szczęściem” człowieka i ma stać się wprost „oddechem duszy”. Dlatego siostry winny we wszystkim kochać wolę Bożą. Mawiała, że kto mówi, iż kocha Boga, a jednocześnie nie pełni woli Jego, zadaje kłam samemu Bogu.

Oznaką prawdziwej miłości jest umiłowanie woli Boga i to umiłowanie całą duszą na wzór Chrystusa.

Mówiąc tak, ukazywała jak w praktyce odczytywać słowa Jezusa: „Kto ma przykazania Moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje” (J 14, 21), „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał Moją naukę” (J 14, 23). Niejako powtarza za umiłowanym uczniem Chrystusa, że po tym poznajemy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. „Kto mówi: znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą” (por. 1 J 2, 3-4). Sama żyjąc w bardzo trudnych okolicznościach, uczyła się kochać Bożą wolę. Choć nie kochała się w upokorzeniach, jednak przyjmowała je z wdzięcznością.

Z pism wynika, że starała się wtedy kochać Boga, który dla jej duchowego dobra ćwiczył ją przez te okoliczności. Była Żywym przykładem dla sióstr. Najpełniej uwidoczniło się jej posłuszeństwo w okresie podekretowym, kiedy z zupełnym poddaniem się przyjęła zarządzenia władzy kościelnej, choć były one dla niej wielkim duchowym cierpieniem. Wypowiedziała wtedy do jednej z odwiedzających ją sióstr następujące słowa: „Tego rodzaju cierpienie było konieczne w planach Bożych. Uważam je za wielką łaskę daną od Boga, bo mogę w ten sposób wynagrodzić za swą niewiarę młodzieńczych lat. Publiczne wyznanie wiary było być może potrzebne do zrównoważenia wątpliwości w wierze. Niech siostry nie smucą się i nie płaczą, to było dla mojego uświęcenia, dla mojej duszy, dla mnie to było potrzebne”. Taka postawa przy końcu życia była owocem jej codziennych wysiłków. Chciała być we wszystkim wierną Panu Bogu i posłuszną Kościołowi. Do takiej wierności zapalała swoje siostry.

Uczyła, że dusze prawdziwie Bogu oddane, posłuszne Jego woli, zdolne są swoją wiernością i wzrostem w łasce wynagrodzić Panu Bogu za ból wyrządzany Mu przez nieposłuszeństwo innych.

Ten motyw wynagrodzenia „rządził” cnotą i ślubem posłuszeństwa. Jednak w ustawach zakonnych odnotowane jest to dopiero w roku 1957, tj. w okresie starań Matki Tajber o nadanie „ducha paragrafom”. W ustawach późniejszych zostało to przyjęte i bardziej umotywowane. Zaakcentowano, że posłuszeństwo jest ofiarą zyskująca swój właściwy wymiar jedynie w połączeniu ze zbawczą ofiarą samego Jezusa.

Siostry winny mieć świadomość, że Jezus powołał je do naśladowanie Jego posłuszeństwa w celu budowania Mistycznego Jego Ciała.

Tak pojęte posłuszeństwo prowadzi zdaniem Matki do ścisłego zjednoczenia z Jezusem. Praktykując je okazujemy w najlepszy sposób naszą wierność Panu Bogu. Ustawy obecne wyraźnie odwołują się do nauki Założycielki. Dokonana analiza pism m. Tajber na temat cnoty posłuszeństwa daje podstawę do stwierdzenia, że od początku uczyła ona siostry, by ich posłuszeństwo było nacechowane poddaniem rozumu i woli pod wpływ rozumu, myśli i woli samego Jezusa. Zdaniem Matki ta praktyka poddawania się pod wpływ Jezusa winna doprowadzić duszę zakonną do „równości usposobienia”, do ochotnej gotowości pełnienia wszystkiego, czego On zapragnie. Zalecała siostrom, by nieustanne stawiały sobie pytanie, co zrobiłby i jak postąpiłby Jezus będąc na moim miejscu. Takie wpatrywanie się w przykład Jezusa sprawi, że posłuszeństwo nie będzie formalistyczne i bezduszne. Dusza będąca w ciągłym zatroskaniu o wypełnienie woli Jezusa mówi m. Tajber dojdzie do „najwspanialszego współżycia z Nim”. Matka Tajber uczyła, że bez cnoty posłuszeństwa we władzach duszy i zmysłach ciała nie ma świętości, bowiem nie ma w nas upodabniania się do Jezusa, nie ma w nas tej charakterystycznej „ofiary miłości”.

By stać się podobnym do Jezusa, trzeba mieć ducha Jego posłuszeństwa, trzeba być „zasłuchanym” w Jego głos i słuchać tak, jak On słuchał Ojca Niebieskiego, „aż do śmierci i to śmierci krzyżowej” (por. Flp 2, 8).

Jej zdaniem posłuszeństwo zbawia, daje udział w dziele powszechnego odkupienia. Ten zbawczy charakter posłuszeństwa jest i był podkreślany w nauczaniu teologicznym Kościołami. Dusza wierna Bogu uczyła Matka Tajber dopomaga Mu w dziele odkupienia, dlatego też każdy czyn osoby zakonnej winien być czyniony w doskonałym posłuszeństwie.

Chrystus bowiem przez swoje posłuszeństwo zbawił świat.

O tym powinna pamiętać każda siostra i czynnie swoim posłuszeństwem dowodzić Bogu, że jest Jemu oddana bez reszty, że rzeczywiście już nie należy do siebie, ale powodowana Duchem Świętym z wiarą słucha przełożonych jako Jego zastępców na ziemi.

5. Dziękczynienie i wierność — charakterystyczne cnoty praktykowane we wspólnocie założonej przez m. Tajber

Wymienione cnoty oraz przedstawiona przy ślubie czystości cnota miłości, w założeniach Matki Tajber – jak już nadmieniono – miały być ślubami w założonym przez nią Zgromadzeniu, dlatego też omawiane są w tym miejscu. Po erekcji Zgromadzenia weszły one do ustaw zakonnych jako cnoty charakteryzujące siostry Zgromadzenia Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Każda członkini Zgromadzenia na mocy Konstytucji zobowiązana jest starać się o nabycie tych cnót.

Dziękczynienie w rozumieniu m. Tajber nierozerwalnie winno się łączyć z cnotą miłości. Miłość – według jej określeń – winna być „wdzięczną miłością”.

Z niej winno nieustannie wypływać dziękczynienie.

Przez miłość i dziękczynienie członkinie Zgromadzenia mają wynagradzać Panu Bogu za zniewagi Mu wyrządzane.

Wspomniano, iż siostry miały być zobowiązane do praktykowania tej cnoty na mocy ślubu. Według nauki m. Tajber ślub dziękczynienia zobowiązuje duszę zakonną do „wywdzięczania się Bogu za Niego samego” (w tym zawierał się — jak nazywa – „kult Boga”) i za wszystko, co nam użycza i co nas spotyka w ciągu dnia. Z tej wdzięczności, a raczej wdzięcznej miłości, winno rodzić się zjednoczenie z Bogiem „w doskonałym pełnieniu Jego woli”.

Życie w dziękczynieniu zachowa duszę – jak się wyraża m. Tajber – od upadków i uwolni z wad, gdyż dusza wdzięczna za wszystko wzrasta w doskonałości”.

Wdzięczność – i to jak zaznacza m. Tajber – „nieustanna i wszechstronna”, wyrabia w duszy zadowolenie i radość, gdyż wdzięczność za dobre i za złe nie dopuszcza na duszę zgorzkniałości, niezadowolenia czy buntu. Jest więc ona jednym ze skutecznych środków uświęcenia. Prowadzi człowieka – jak twierdzi m. Paula – krótką drogą ku Bogu. Uzasadniając swój pogląd Matka mówi, że dusza wdzięczna nie traci pokoju ducha, zdobywa zasługi i wznosi się ku Bogu ponad doczesność, odrywa się od samej siebie, hartuje w doświadczeniach, oczyszcza z wszelkich wad i przewinień, bo całym sercem pragnie Jezusowi dać w swej duszy „słodkie odpocznienie”.
Dziękczynienie bowiem wznosi duszę na wysokie „szczeble poznania, smakowania rozkoszy duchowych płynących z poznanych darów Bożych”. Jej pragnieniem było, by wszystkie dusze ludzkie wprowadzić na „drogę serdecznej, prawdziwej życiowej wdzięczności”, która umożliwi im „wchodzenie w życie samego Boga”.

Wychodziła z przekonania, że wdzięczna, serdeczna radość miłosna „otwiera na oścież same skrytości wnętrza Boga i czyni je dla nas naszym najświętszym, wiekuistym mieszkaniem”.

Dziękczynienie nazywała „umiejętnością nadprzyrodzonego wchodzenia w progi wielkich tajemnych prawd i praw Bożych”, „magicznym kluczem” do wnętrza Boga, przez który możemy „włączyć siebie w Boga”.

Uważała je za siłę pomnażającą i potęgującą życie Boga w nas. Mówiła, że ten kto potrafi „przez dziękczynienie pomnażać i potęgować łaskę Boga ku nam, ten potrafi wzróść jak się wyraża – do niepojętych rozmiarów wielkości duchowej” i stanie się „prawdziwym, żywym przejawem samego Boga żyjącego w nim”.

Samo bowiem naukowe poznawanie Boga rozumem bez doświadczenia Go w sobie nie ma – jej zdaniem – siły „oddziaływania na innych”. Dlatego tak ważne jest poznawanie Bożych przymiotów i wyrażanie wdzięczności Panu Bogu za nie i za umiejętność wnikania w nie. W myśl wytycznych Założycielki, siostry chcąc żyć w takiej bliskości z Bogiem, mają często dziękować Panu Bogu za Jego odwieczne istnienie, za dzieło stworzenia, odkupienia i uświęcenia, za Jego ojcowską miłość i opatrzność, za życie Boga w duszach ludzkich oraz za wszystko, czym zostały obdarzone w ciągu całego życia i czym są nadal ubogacane przez Boga. W tym miejscu wypada zaznaczyć, że wcześniejsze projekty ustaw zakonnych precyzowały tę myśl trochę inaczej. W artykule odnoszącym się do tej kwestii czytamy, że obowiązkiem każdej siostry jest nieustanne i wszechstronne dziękczynienie Panu Bogu za wszystko, czym ubogaca Kościół i człowieka, a przede wszystkim za łaskę świadomości o obecności i życiu Boga w duszy sprawiedliwej i za „samąż obecność i wzrost Jego życia w tejże duszy” sprawiedliwej. Porównując Konstytucje z 1949 i 1963 roku, zauważa się, że nie ma w nich zwrotu „dziękczynienie […] za wszystko czym wzbogaca Kościół”, inaczej też zostało sformułowane dziękczynienie za życie Boga w duszach ludzkich. Później, w związku z Dekretem prymasowskim (1960), Konstytucje z 1963 roku pomijają dziękczynienie za życie Boga w duszach ludzkich. Ten aspekt dziękczynienia wrócił w latach posoborowych do ustaw zakonnych, ale i tym razem nie wszystkie „elementy” dziękczynienia wymieniane przez Matkę zostały uwzględnione. Odrzucono bowiem zwrot „dziękczynienie za odwieczne istnienie” Pana Boga. Prawnik przeglądający Konstytucje uznał to sformułowanie za teologicznie błędne. Mówiąc o dziękczynieniu wspomniano wyżej, że winno ono być „nieustanne i wszechstronne”. Tym sformułowaniem m. Tajber podkreśla, że siostry zobowiązane są do wdzięczności Panu Bogu nie tylko za „łaski i dobrodziejstwa”, ale również za doświadczenia i za wszystko, co spotykają na drodze swojego życia.
Matka wprost twierdziła, że im goręcej będzie się dziękować za otrzymane łaski i dary oraz za wszystkie wydarzenia dnia codziennego, tym więcej światła i Bożego błogosławieństwa spłynie na tego, kto w ten sposób praktykuje dziękczynienie. Z nastawienia się Matki na wdzięczną miłość zrodziło się też jej wielkie pragnienie, by Pan Jezus w czasach szalejącej zawieruchy rewolucyjno-wojennej, miał w jej duszy oraz w duszach wszystkich członkiń tworzącego się zakonu „odpocznienie”. Sformułowała — jak twierdzi o. Otto Fifek – paradoksalne zawołanie:

„Cierpieć nie będę, choć będę cierpiała, bo nie chcę mój Jezu, byś Ty cierpiał we mnie, lecz miał w mej duszy słodkie odpocznienie”.

Uczyła swoje córki duchowe żyć tym hasłem, bo sama doznała, jak bardzo pomagało w stawaniu się lepszą, doskonalszą w życiu duchowym. Zasada ta – zdaniem m. Tajber – uodparnia duszę, niejako odwraca jej uwagę od zajmowania się sobą i tym, co ja spotyka; zapala do heroizmu, by nie pokazać swego cierpienia nikomu, a zwłaszcza Panu Jezusowi. Nie ma na tym świecie „kącika bez krzyżyka” – mawiała – dlatego należy uczyć się wszystko „nosić i znosić” z chlubą w duszy, a nie z ciągłym niezadowoleniem i narzekaniem, czyniąc sobie przez to ze wszystkiego urojone krzyże. Narzekanie na cokolwiek jak mówi m. Paula – bardzo boli Najświętszą Duszę Pana Jezusa, rodzi przygnębienie i niechęć w duszy człowieka przeżywającego negatywnie dane wydarzenie, i wprowadza dysharmonię i zniechęcenie w otoczenie, w którym on żyje. W swoich pismach Matka Tajber stwierdza, że zasada przez nią głoszona i wprowadzana w życie przez siostry, budziła wiele zastrzeżeń wśród osób duchownych. Na zarzuty odpowiadała:

„Nie jest naszą zasadą upraszać sobie jak najwięcej cierpień dla chwały Boga, lecz za to chętnie i jak najdoskonalej znosić cierpienia, jakie dzień każdy nam nastręcza, w duchu pokuty i wynagrodzenia za własne czy świata całego grzechy […].

Z doświadczenia widzimy, że wydaje ono [to hasło] nad wyraz dobroczynne skutki w duszach, gdy wiernie trzymają się tej zasady, gdyż wszelkie narzekanie i pokusy do niego niknie w duszy, bo wstydzi się ona siebie i Boga. Jest to bardzo ważne, gdyż Bóg swobodnie może potęgować swego dobroczynnego, ofiarnego ducha, kształtując go w nas we wszystkich okolicznościach życia.
Zakon poświęcony czci Najświętszej Duszy Pana Jezusa ma wytworzyć w swych członkach postawę ducha dziękczynienia i tą drogą sprowadzać miłosierdzie i błogosławieństwo Boże na cały rodzaj ludzki. W ten sposób ma niejako „zamieniać” – jak się wyraża m. Tajber – moc karzącą Boga w moc darowitości wszelakiej i współżycia Boga z nami. Zdaniem Matki wdzięczność w chwilach doświadczeń jest „doskonałym aktem zgadzania się z wolą Bożą”. W Konstytucjach zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską myśl ta jest ujęta w ten sposób:
„Siostry przyjmować będą z poddaniem się woli Bożej, a nawet z radością wszelkie cierpienia, prześladowania, przykrości, choroby i dolegliwości życia, dziękując Bogu, iż tą drogą mogą Mu dowieść swojej wierności i miłości, i wzbogacić się w zasługi i cnoty”. Wierność natomiast jest konieczna do realizacji wspomnianego wyżej programu ćwiczenia się w cnotach miłości i dziękczynienia. Według przekonania m. Tajber jest to cnota fundamentalna, wypływająca z miłosnego oddania się Panu Bogu, na której budować można gmach uświęcenia duszy. Jest ona bowiem nieodzowna w pracy wewnętrznej. Jeśli nie ma wierności w realizacji podjętym postanowieniom, nie zdobędzie się żadnej cnoty. Zdaniem m. Tajber wierność winna być spontaniczną odpowiedzią wiernego i miłującego serca za miłość Boga okazaną człowiekowi i za ubogacanie go darami przyrodzonymi i nadprzyrodzonymi dającymi możliwość upodobnienia się do Jezusa. Cnota ta – jak uczy m. Tajber – utrwala w nas stały stan obecności Boga, a członkinie Zgromadzenia zobowiązuje do utrzymania świadomości o Panu Jezusie żyjącym w duszy i do poświęcenia się Jemu w pracy nad sobą. .

Matka Tajber uczy, że cnota wierności wiążąc się ściśle z ideą życia Chrystusa Pana w nas, powinna wyrażać się w dokładnym spełnianiu wszystkich czynności, zachowywaniu ślubów i ustaw zakonnych, aby Chrystus Pan mógł przejawiać przez nas swoje działanie i rozlewać wkoło dobro.

Wierność jest więc nieustannym dążeniem do „coraz wyższej doskonałości i coraz głębszego zjednoczenia z Bogiem”.

W rozumieniu m. Tajber cnota wierności jest najdoskonalszym wyrazem posłuszeństwa Bogu, Jego przykazaniom, Jego woli. Wzrost w tej cnocie daje praktyka wnikania i wczuwania się w wolę Bożą względem nas i radosnego przyjmowania jej. Wynikałoby z tego, że można utożsamić wierność z doskonałym posłuszeństwem. Matka Tajber twierdzi, że cnota ta zawiera w sobie również czystość i ubóstwo. Dokładnie to rozpracowała w Regule Zakonu z 1931 roku. Z nauki Matki Tajber wynika, że ślub wierności polega na zupełnym wyrzeczeniu się siebie dla całkowitego oddania się Bogu. Kto jest wierny Panu Bogu i oddany całkowicie tylko i wyłącznie Jemu, nie może – jej zdaniem – mieć przywiązania do rzeczy (praktykuje ubóstwo), do obowiązków, miejsca i rodzaju pracy (tym wyraża posłuszeństwo), do żadnej osoby ani do samego siebie (zachowuje czystość). Ślub wierności – jak wynika z tego, co pisze m. Tajber – zobowiązuje do podporządkowania swej woli pod wolę Boga zawartą w regule i Konstytucjach czy też w rozporządzeniach przełożonych. Jest tu wyraźna aluzja do ślubu posłuszeństwa. Nadto na mocy tego ślubu członkinie wyrzekają się aktów posiadania i dysponowania dobrami doczesnymi (jest to równoznaczne z ubóstwem). Chcąc dochować wierności Panu Bogu winny miłować Jego Samego, a więc wyrzec się wszystkiego, co tylko odnosi się do pożądań zmysłowych. Tak w skrócie można przedstawić teorię Matki, że ślub wierności zawiera w sobie trzy powszechnie ślubowane rady ewangeliczne.

Matka wprost mówi, że bez wierności nie ma prawdziwego ubóstwa, nadprzyrodzonej czystości, subtelnego posłuszeństwa, jak i innych cnót

Osoba zakonna, żyjąca ślubem wierności – jak uczy m. Tajber – ma być całkowicie „całym swym jestestwem” oddana Jezusowi żyjącemu w duszy, który dla niej powinien stanowić „wszystko i wszystkich”. On sam jest dla niej „pierwowzorem wierności”. Praktyka cnoty wierności – według nauki Matki – prowadzi do zjednoczenia z Jezusem i czyni duszę miłą Bogu. Matka Tajber uważa, że nawet najmniejszy postęp w coraz głębszym przynależeniu naszej duszy do Boga zbliża ją do „ogrodu mistycznego zjednoczenia z Nim i do trwania w oblubieńczej miłości”. Dusza wierna jest bowiem podatna na otrzymanie łaski mistycznego zjednoczenia z Chrystusem. Ale jak zauważa Matka – musi autentycznie żyć Bogiem wewnątrz niej żyjącym. Bóg widząc wysiłek w zdobywaniu cnoty wierności, nagradza ją swoją łaskawością. I dlatego dusza wierna Jezusowi – zdaniem Matki – może wszystko wyprosić u Niego. Z nauki m. Tajber wynika, że powinnością duszy zakonnej jest pielęgnowanie w sobie cnoty wierności jako swego najwyższego skarbu, bowiem jedynie przez wierność może stać się ona prawdziwie uduchowioną oblubienicą Boga Człowieka. Omawiając cnotę wierności ukazuje różne jej odcienie.

W szczególny sposób akcentowała wierność oblubieńczą, bowiem z tej wzajemnej oblubieńczej wierności Jezusa i duszy „rodzi się jak pisze – wielkie dzieło zbawcze”;

wtedy dusza zdolna jest całkowicie przejąć się chwałą Zbawiciela dusz ludzkich i zatroszczyć się w czynie o zbawienie i pozyskanie dla Niego innych. Nadto – zdaniem Matki – każda dusza, która chce w przyszłości „być potężną w czynie”, musi pielęgnować w sobie najdoskonalszą wierność miłosną, oblubieńczą ku swojemu Oblubieńcowi Bogu, bo tylko ten, „kto jest wierny Bogu i powołaniu swemu jest – jak się wyraża – tryumfem Boga”, prawdziwie przynosi Mu chwałę swoim życiem.

Na podstawie przeprowadzonej analizy pism m. Pauli Zofii Tajber, zwłaszcza projektów ustaw zakonnych, jak i nauk ascetycznych zawartych w opracowaniach na temat poszczególnych ślubów i cnót praktykowanych w Zgromadzeniu, można zaryzykować twierdzenie, że Założycielka nowej rodziny zakonnej z pełnym zaangażowaniem chciała wdrażać członkinie do życia Jezusem i okazywania mu wierności we wszystkim. Chyba tu leży źródło tego „wiązania” omawianych cnót z cnotą miłości, ukazywania na każdym niemal kroku miłości Jezusa do każdej duszy ludzkiej, by zachwycić siostry miłością Jezusową i „wykrzesać” samorzutną odpowiedź poszczególnej duszy na tę miłość. Dlatego tak bardzo dokładnie, nieomal w szczególikach omawia każdą cnotę. Chce dać gotowy duchowy pokarm swoim córkom. Stąd tyle w tych opisach żaru, uniesień, zachwytu, a jednocześnie wielkiego wysiłku, by te „jej osobiste zachwyty”, przekonania zapaliły siostry do gorącej, wyłącznej miłości.

 

Uważała, że dominantą życia zakonnego winna być miłość, z niej to winna wypływać wdzięczność zradzająca pragnienie dochowania wierności we wszystkim Swemu Boskiemu Oblubieńcowi; wierności przejawiającej się w bezgranicznym i całkowitym oddaniu, wyrzeczeniu się wszystkiego i wszystkich, by tylko posiąść Jego samego i trwać już tu na ziemi w oblubieńczej miłości, która w pełni dopełni się w życiu przyszłym. Dla uzupełnienia tego, co już powiedziano, wydaje się być słuszny wniosek, że ukazywany przez m. Tajber proces doskonalenia poszczególnych władz duszy i zmysłów ciała ma źródło w młodzieńczym jej poszukiwaniu „szkoły doskonałego myślenia”, kształcącej wszystkie władze duszy, a nie tylko napełniającej umysł wiadomościami z różnych dziedzin nauki czy sztuki. Zofia Tajber w późniejszych latach była rozczytana w teoriach psychologów angielskich i amerykańskich i próbowała ich wskazówki wprowadzać w życie. Ale – jak stwierdziła – te praktyki wcale nie czyniły jej lepszą, szczęśliwszą, nie doskonaliły bowiem jej ducha i nie przybliżały do Boga. Dopiero kiedy odnalazła prawdziwe Źródło Doskonałości, prawdziwe Źródło Życia – Jezusa, wtedy posiadane wiadomości o właściwościach poszczególnych władz duszy usiłowała przepoić duchem Bożym, treściami Bożymi i ułatwić siostrom ćwiczenie się w cnotach. Nauka o wychowywaniu władz duszy – według tego, co przedstawia L. Bouyer – ma swoje źródło w duchowości monastycznej. W teologii życia wewnętrznego uwzględnia się doskonalenie władz duszy i wychowywanie zmysłów. Jeśli chodzi o m. Tajber, nowość jej myśli polega na tym, iż chciała „wykorzystać” do miłowania Boga całą sferę cielesną, psychiczną i duchową w człowieku. Ciało i zmysły traktowała jako Boży „dar” i stwórcze piękno i bogactwo, dlatego nie była zwolenniczką umartwień ciała i nadzwyczajnych pokut cielesnych, jakie stosowane były w zakonach.

Dla niej „doskonałą pokutą” i dostatecznym umartwieniem było gorliwe wykorzystywanie tego, co dzień niesie i przeżywanie każdego dnia jako okazji do uszczęśliwiania się Bogiem i „uszczęśliwiania Jego tym szczęściem z posiadania Go w sobie”. 

(Żyć Jezusem Duchowość Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana w ujęciu Sługi Bożej Pauli Zofii Tajber
s. Agata Jadwiga Bartyzel CACh)