WODO Z BOKU CHRYSTUSA, OBMYJ MIĘ!
Chwała Ci, cześć i dziękczynienie na wieki, o Jezu, żeś z Najświętszego Serca swojego pozwolił wypłynąć Wodzie zbawienia i odkupienia dla duszy mojej. Ona oczyściła mię z grzechu pierworodnego i dała mi prawo do życia na wieki, czyniąc mię synem przybranym Ojca twego, a twoim bratem. Lecz jakież zgryzoty ogarniają mię na samą myśl o tak wielkiej łasce! Cóżem ja zrobił z niewinnością na Chrzcie św. otrzymaną? Wyszedłem ze źródła świętego, przybrany w piękność, godną upodobania twego a potem? Moje grzechy przebrały miarę, a piękność znikła, ustępując miejsca takiemu zeszpeceniu, że zasługiwało w całej pełni na twą wzgardę. Lecz litość twoja była prawdziwie nieskończona, Dla mnie na nowo otworzyłeś bok swój i po każdym przewinieniu wypływały mi zdroje świętej Wody, gotowej mię obmyć i zgładzić winy moje. Obym przynajmniej tej dobroci było dopowiedział ! Lecz niestety, przez codzienne wykroczenia robię nieużytecznymi częściowo skarby twego przebaczenia. I oto klęczę przed Tobą ze wszystkimi moimi nędzami, z dobrowolnymi nie doskonałościami z brakami, do naprawienia których nigdy nie zabrałem się stanowczo. Twoja miłość widzi je wszystkie lepiej, aniżeli mi je odsłonić może moje sumienie i otumanione błędami.
O Rano boska Jezusa, ucieczko dusz, otwórz się jeszcze raz nade mną i wylej Wodę zbawienia na plamy mej duszy, oczyść ją od wszelkich brudów i uczyń ją tak piękną tak promienną i pełną łaski, ażeby była godna kiedyś odpocząć w niebie pośród zastępów świętych.
* * * * * * *
Jak dobrym jesteś, o Jezu, że znosisz mię cierpliwie i bez wzgardy w obecności swojej ! Zasłużyłem na to, żeby być odrzuconym od Ciebie, ponieważ tyle razy odepchnąłem Cię, od siebie. A przecież Ty nie tylko cierpisz mię przed Tabernakulum, lecz zapraszasz mię, żebym przyszedł oczyścić się Wodą, która wypłynęła z rany boku twego. O spłyń, spłyń boska Wodo i obmyj tę duszę nieszczęśliwą z wszelkich brudów. Wczoraj korzyłem się przed Tobą i przyrzekłem Ci, że żadnego przewinienia więcej nie popełnię, aby Cię nie obrażać; a teraz patrz, ile pyłu światowego mam na sobie. Zachwycałem się odrobiną dobra, którem zrobił, jakoby było moim dziełem i patrz tę próżność wewnętrzną skaziłem piękność cnoty. Na słówko pochwały, jaką mi dano zapomniałem o tym że grzesznik sam ze siebie jest niezdolny do wykonania najmniejszego nawet czynu dobrego. Otrzymałem nagrodę i czułem się nią obrażony, ponieważ nie chcę się przekonać, żem jest godzien niezliczonych upokorzeń. Lekkomyślnie czas, którego mogłem użyć na modlitwę lub na tyle innych dobrych uczynków. Zamiast być skupionym na rozmowie z Tobą, oddawałem się dobrowolnym roztargnieniom, czczym i bezużytecznym myślom. Nie czuwałem nad językiem i pozwalałem mu szemrać, a umysł puszczałem na płoche, krzywdzące sądy i na gorsze tłumaczyłem sobie niekiedy postępowanie bliźnich. Nie spełniałem dokładnie mych obowiązków, przynosząc fałszywy pokój w lenistwie nad gorliwość w służbie twojej. Niepokoiłem się, myśląc o przyszłości, zamiast oddać się z ufnością Opatrzności twojej W małych przeciwnościach i niepowodzeniach odbiegała mię cierpliwość i nie chciałem przyjąć z ochotą doświadczeń, jakie mi zesłałeś.
Po każdym z tych i wielu innych wykroczeniach , zamiast upokorzyć się przed Tobą, uznać swoją słabość i prosić Cię o przebaczenie, dawałem się przezwyciężyć zniechęceniu które jest zwyczajnym owocem pychy. Oto moje nędze i oto pole dla miłosierdzia twego. O Jezu, obmyj mnie, oczyść mnie, uczyń mnie godnym stanąć przed obliczem twoim, razem z Aniołami, którzy wieńcem otaczają cię w Tabernakulum.
* * * * * * * *
Jeżeli znajdujesz rozkosz w obcowaniu pośród synów ludzkich, jest to nade wszystko wynikiem twej nieskończonej dobroci, lecz częściowo pochodzi to także z tej siły przyciągającej, jaką na Serce twoje wywiera cnotę tylu dusz wybranych. Tu, do tej świątyni w pobliże Tabernakulum, przychodzą one codziennie, ażeby spędzić chwile modlitwy i miłości i Ty doznajesz rozkoszy, widząc je blisko, jak rozkoszy doznajesz w niebie wśród zastępów Świętych.
O, prześliczne dusze jaki zapał! Jaka cnota ! Jedna podoba Serafinom przez ten żar miłości, który ją przemienia, który ją podnosi aż do niewysłowionych wyżyn tajemnic twoich; a tak gardzi ziemią, że chciałaby tu spędzić całe życie, mówią Ci, że Cię miłuje i nie miłuje nic innego prócz Ciebie, Jezu.
Inna porwana wielkoduszną miłością nie tylko oddaje Ci wszystko, co posiada, lecz gotowa jest do większych jeszcze ofiar dla Ciebie i byłaby szczęśliwą, gdyby mogła spłonąć jako całopalna ofiara na twym ołtarzu.
Na obliczu innej odzwierciedla się w przedziwnym blasku niewinności, która ją upodabnia do anioła; to jedna z tych lilii śnieżnych, wśród których pasiesz się Baranku Boży, jako na pastwisku godnym bóstwa twego.
Inna przychodzi, aby Ci złożyć w ofierze swoje łzy, swoje uczynki pokutne dla nawrócenia grzeszników i nie oddala się od Ciebie, dopóki jej nie napełnisz słodką pewnością, że wybłagała powrót zabłąkanego.
W tylu domach zakonnych nie pozostawiają Cię samego ani na chwilę we dnie i w nocy dusze, poświęcone twoim ołtarzom lub twoim ubogim; dusze, które za ofiary złożone z miłości ku Tobie nie proszą o inną nagrodę, prócz tej, aby Cię zawsze coraz więcej miłować. Jaka piękność w tych duszach, a jakie zeszpecenie w mojej ! Ach, śmiałem stanąć blisko nich, ażeby trwożyć tak rażące przeciwieństwo między cnotą i grzechem, gdyby nie podtrzymywała mnie ufność, że i na mnie także wylejesz Wodę z boku twojego, która mnie oczyści.
Zmiłuj się więc nade mną, o Jezu, oczyść duszę moją i przyozdób ją , tę duszę, ułomną i nędzną, która Cię błaga przez zasługi Serca twojego, przeszytego włócznią. Spraw, niech zajaśnieje takim blaskiem i taką pięknością, żeby się mogła stać rozkoszą twoją i mogła ściągnąć na siebie wejrzenie upodobania twego.
* * * * * * * *
Kiedy klęczę przed Tabernakulum i adoruj Cię pod eucharystycznymi postaciami, tęsknię za tą chwilą błogosławioną, kiedy zdejmiesz osłony tajemnic i ukażesz mi się w całym blasku Majestatu swego. Co za rozkosz, wpatrywać się z zachwytem w to Oblicze, w które Aniołowie pragną spoglądać! Co za rodność widzieć twe człowieczeństwo najświętsze, uwielbione niecierpliwie, nieśmiertelne ! Ca za szczęście spocząć przy Sercu, które było źródłem łask tylu, tylu pociech, tylu słodyczy !
Ale czy przyjdzie ta chwila? I kiedy przyjdzie ? Ach, Panie, moje przewidzenia codziennie, długi , którem zaciągną wobec twej sprawiedliwości będą mię trzymać z dala od ciebie, dopóki oczyszczające kary czyśćca nie uczynią mię znów godnym zjawienia się przed Tobą, aby się rozpływać w zachwycie oblicza twego. Tam w owym więzieniu może długo będę musiał pozostać, nie mogąc Cię adorować utajonego w świętej Eucharystii i – co więcej, – nie mogę Cię chwalić i błogosławić objawionego w blaskach nieba. Jakie utrapienie, jakie męczeństwo ! Ach, mój Jezu, bólu dość mam w tym życiu i nie chcę już cierpieć po śmierci. Skoro tylko ducha wzniosę, pragnę Cię widzieć pragnę, Cię objąć w ramiona, pragnę natychmiast być z Tobą . Wysłuchaj, dobrotliwy Jezu, mej prośby i skoro zamknę oczy na ziemi, spraw, żebym je zaraz otworzył dla oglądania Ciebie i zachwycają się Tobą w niebiosach. Zgładź przeto moje grzechy powszednie i doczesne kary za nie, zgładź je i obmyj je Wodą z boku twego. Daj mi pragnienie tej Wody, abym spieszył do niej dla obmycia się z wszelkich popełnionych błędów. A ponieważ chciałeś, ażeby mię ona uwolniła od wszelkich długów za pośrednictwem świętych odpustów, spraw, abym z nich czerpał w jak największej mierze, w skrusze i żalu za grzechy, z całym usposobieniem, jakie jest potrzebne do uzyskania ich przedziwnych skutków.
Po zgonie na Krzyżu chciałeś, aby z otwartego boku twego wypłynęła Krew i Woda, objawiając może przez to najsłodszą tajemnicę miłości. Krew była cenną mojego wykupu od piekła, a Woda – czy nie jest może cenną za którą chcesz mię wykupić od czyśćca? Wierzę w to, spodziewałem się tego, pragnę tego całym żarem mojego serca. A że zwykłeś przewyższać boską hojnością pragnienia i prośby tych stworzeń, obmyj więc wszystkie winy powszednie plamy duszy mojej w tym życiu i daj mi zaraz po zgonie ulecieć do nieba, abym wysławiał na wieki miłosierdzie twoje.