MĘKO CHRYSTUSA, WZMOCNIJ MIĘ!

Wyznaję Ci moją nędzę, o Panie, i spodziewam się pomocy od Ciebie. Kiedy myślę o miłości , jaką żywisz ku mnie i o niebie, które wysłużyłeś mi najdroższą krwią swoją, powinienem się rozpływać w radosnych i słodkich myślach, nie zaś martwić się przeciwnościami życia. A przecież bardzo często jestem smutny i daję się owładnąć przygnębieniu i melancholii. Czasem zdaję mi się , żem jest najnieszczęśliwszy z śmiertelnych, a istnienie moje przygniata mię niby kara skazańca. Niebo i ziemia tracą wówczas swoja piękność dla mnie, przedziwna harmonia stworzeń nie może już rozweselić mi ducha. Wtedy myślę o latach minionych, i w tym długim szeregu dni nie widzę nic więcej niż łez i nieszczęść; urocze wspomnienia z dzieciństwa, dzień pierwszej komunii świętej i tyle innych chwil, pełnych wdzięku i szczęścia, stają przede mną niby marzenie, które dłoń lodowata zakuła w marmur i nic jest już nie mówią do serca mojego. Natomiast godziny, którem przepłakał, nieszczęścia jakiem przeszedł, złudzenia których żem doznał, występują z przyszłości jak chmara cieni i zamykają mi zewsząd widnokręgi życia ludzkiego. Ludzie przesuwają się przed mymi oczyma niby wrogowie, pełni podstępu i zdrady, i budzą we mnie nieufność do siebie. Zapominam , ile jest jeszcze dobrego wśród dzieci Adama i wśród odkupionych twoich, o Jezu, a myślę tylko o wielkich nieprawościach, którymi okryta jest ziemia. Słodkie imiona miłości, przyjaźni, zaufania, dobroci brzmią w mym sercu niby gorzka ironia i szyderstwo. Samotność, która była dla świętych polem takich uniesień wylotów ku Tobie, ogrodem tak przepięknych myśli i czynów, dla mnie jest więzieniem, gdzie nie doznaje innej ulgi, krom szczęku kajdan, w mej właśnie wyobraźni; mimo to szukam samotności, lecz po to, żeby się zasklepiać w swoich myślach myślach, a nie żeby się zatapiać w Tobie. Jak mi źle w takich dniach , o Panie ! Wielkie są przykrości życia, ale czuć naraz całe ich brzemię przygniatające duszę, pomnożone jeszcze przez wyobraźnie, to prawdziwa męczarnia. Widzisz, Jezu, że potrzeba mi wzmocnienia; a wyglądam go od Ciebie. Jeśli dopuścisz jeszcze na moją duszę aż do śmierci , spraw zarazem abym myślał o niewysłowionym smutku, jakiego doznałeś owej nocy w Getsemani. Wyciśnij głęboko w mej duszy gorzką mękę twoją żebym ja codziennie rozważał, żebym porównywał je tajemnicę tak boleśnie z dolegliwymi przejęciami mojego życia; daj mi zrozumieć, jakim szczęściem jest dla chrześcijanina uczestniczyć twoich cierpieniach, i że osobliwym tytułem do udziału w twej chwale niebieskiej jest upodobać się do Ciebie Ukrzyżowanego. Nie tyle proszę Cię, żebyś mię od cierpień uwolnił, ile o łaskę, ażebym ofiarował w rodność przy każdej przeciwności. Do Ciebie, mój Jezu, wyciągam błagalne dłonie, nie odmawiaj mi tego dowodu miłości.

* * * * * * * *

Niestety, mój Boże, w życiu brakowało mi zaufania do Ciebie; pokładałem je natomiast w stworzeniach . Lecz Ty, nieskończonym miłosierdziu, dałeś mi poświadczyć, jak słabymi i niestałymi są stworzenia, i z ilu to zawodów i rozczarowań jest utkaną złość ludzka. Teraz mam duszę rozgoryczoną przez złudzenia, ponieważ w stworzeniach słabość moja nie znalazła oparcia, ubóstwo moje nie znalazło pomocy, ani cierpienia moje nie doznały ulgi. Przeciwnie, moje zgryzoty jeszcze się powiększyły i pomnożyły. O mój Jezu, przez zasługi twojej gorzkiej męki daj mi, proszę, tę pociechę i umocnienie, o których wiesz, że są bardziej potrzebne dla mej duszy. Użycz mi łaski, ażebym zawsze miał przed oczyma twoje cierpienia, tak, iżbym wiedział przez samo ich rozważanie, jak bardzo lekkimi i nielicznymi as dolegliwości moje, gdy porównam z nimi ilość i ciężkość mych grzechów.

* * * * * * * * *

Wszechmądra dobroć twoja, o Jezu, nie tylko raczyła stworzyć mię na podobieństwo boże i odkupić mię twoją krwią najdroższą, lecz, co więcej chciała, ażebym w pewnej mierze uczestniczył także w cierpieniach twej męki. Ach, dokończ dzieła swego i użycz mi nieco twojej cierpliwości, poddania się wesela w cierpieniu Twego wzmocnienia wyczekuję od Ciebie, miłosierny Jezu, o nie Cię proszę i zaklinam przez zasługi najświętszej męki twojej. Abym znosił zdradę świata tak pogodnie, jakieś Ty zniósł pocałunek Judasza; abym przyjmował z pokorą oszczerstwa i krzywdy od ludzi tak, jakieś Ty je przyjął od Kajfasza, Heroda i Piłata; abym z poddaniem się przyjmował niesłusznie sądy ludzkie, gdy mnie będą uważać za najgorszego wśród najgorszych, tak jak Ty, najniewinniejszy, pozwoliłeś się postawić obok Barabasza; abym znosił boleści i słabości, jakieś Ty znosił katusze biczowania i koronowania cierniem; abym z miłością obejmował wszystkie krzyże, podobnie jak Ty swój objąłeś; aby życie moje było całopaleniem dla Boga, i żebym umierają mógł, jak Ty powiedzieć; Wykonało się. Conusmmatum est.

* * * * * * * * *

Tyś mię stworzył, o Jezu, i wiesz jak słaby jestem do dobrego, a jak silnymi są moje skłonności, do grzechu. Jeśli mię nie wesprzesz, będę zgubiony ! Wzmocnij przeto niedołęstwo moje i daj mi chrześcijańską odwagę. Jeden dzień wielki ze złym duchem i z sobą samym nuży mnie i osłabia; nie potrafię wytrzymać przez jeden dzień w świętych postanowieniach; lada doświadczenie mię przeraża, lada rozczarowanie mię przygnębia, lada niepowodzenie zachwiewa mą wiarą, lada pochwała podnosi mię w pychę, lada nagana mię zniechęca. Brak mi wytrwałości w modlitwie, jeżeli jej zaraz nie wysłuchasz; w przyjmowaniu sakramentów świętych stając się oziębłym, jeśli nie odczuwam w nich pociech dostrzegalnych, zostaję przy odrobinie zasług, jakie nabyłem, jeśli wnet za nie otrzymuję nagrody. Szatan czyha ustawicznie na sposobność, aby mię oszukać: raz mówi mi, że moje cnoty są wielkie i zbliżam się już do doskonałości, to znów, że moje grzechy są drobnostkami; kiedy indziej natomiast wmawia we mnie, że uparcie lgnę do mych przewinień i nie ma już dla mnie przebaczenia za nie, albo że cnota dla mnie jest nie jest możliwa i lepiej będzie, jeśli się jej wyrzeknę; dzisiaj pobudza mię do zbytniej ufności, jutro do nieufności względem Ciebie. Drogi mój Jezu, dopomagaj mi, umacniaj mnie! Spraw, abym zrozumiał, że przez zasługi twej męki, mimo wszystkie moje słabości, mogę osiągnąć tę doskonałość jakiej Ty ode mnie żądasz.

* * * * * * * * *

Dni moje, o Jezu, upływają mi pośród ciągłych wahań między nadzieją a bojaźnią. Spodziewam, się, że po doświadczeniach i próbach życia, będę mógł spokojnie oddać duszę w objęcia miłosierdzia twego, i że wejdę do radości nieba; a tego spodziewam się, ufny w twoje obietnice i w twoje słowa, które są słowami prawdy. Lecz ileż to razy po tak słodkiej nadziei nie przychodzi oschła smutna bojaźń! Ileż to razy widoku twojej dobroci nie zasłania rozważanie grzechów moich! Gdzież są moje zasługi, gdzie jest moja pokuta, gdzie moja cnota?
Kiedy patrzę na przeszłe me życie, to mi się przedstawia, jak księga o kartach pustych lub poplamionych i nie czytam w niej nic, co by się mogło wzmocnić, pocieszyć. Zaniedbałem tyle łask, zmarnowałem tyle dni, które nie wrócą już nigdy, chyba na sąd, aby tam uczynić ściślejszym mój rachunek. A kiedy życie przemija, śmierć zbliża się z każdą chwilą; dusza moja, ogołocona z piękności, wnet musi stanąć wobec sędziego, a jaki usłyszy wyrok? Ach, to Ty, o mój Jezu, masz ogłosić mój wyrok z całym majestatem nieubłagalnego sędziego. Cóż będzie ze mną w tej strasznej chwili? Serce mi drży z przerażenia, kiedy zestawiam życie moje z twoją sprawiedliwością; lecz muszę wyznać że jest to przerażenie, które zamiast rzucić mię w otchłań rozpaczy, wiedzie mnie w objęcia bezgranicznej nadziei. W tym Sakramencie miłości, który adoruję, pozostawiłeś mi, o Jezu, pamiątkę swej męki, aby mi przypomniała że jeśli się zbawię, to jedynie przez zasługi twych cierpień. Wzmocnij mię przeto w moich oschłościach i w trwodze mojej bojaźni.
Jeżeli życie moje ubiegło bez dzieł świętości, daj mi Ty, Jezu, twoje zasługi, twoimi cnotami przyodziej biedną duszę moją. Czuję się przygnębionym na wspomnienie marności mych myśli, czasem grzesznych, czasem bezużytecznych, którymi zajmowałem mój umysł, zamiast go karmić rozważaniem wiekuistej prawdy; lecz wzmocnij mię Ty, o Jezu, udzielając mi zasług, które zdobyłeś w Getsemani, kiedyś konał pod brzemieniem przerażających myśli i na widok bliskich – cierpień i niewdzięczności, którymi ludzkość miała Ci odpłacić miłość twoją. Czuję się przygnębionym, myśląc o wielkim nadużyciu języka przez grzeszne mowy i szemrania, gdy tymczasem słowa modlitwy były mi niemal obcymi; lecz wzmocnij mię, dają mi nieco z tych zasług, których nabyłeś w Jerozolimie, kiedyś zniósł w milczeniu zniewagę od Kajfasza, oskarżającego Ciebie, Boga świętości o bluźnierstwo, wzgardę od Heroda, który Ciebie, mądrość nieskończoną, poczytał za głupca, krzywdę od Piłata, który Ciebie, niewinnego Baranka skazał na śmierć jak złoczyńcę, obelgę od pospólstwa, które niewdzięcznie za tyle dobrodziejstw otrzymanych, miotało owym dziełem: Ukrzyżuj! Czuję się przygnębionym i smutnym na wspomnienie niezliczonych występków, które popełniałem w przeszłości, używając na twoją obrazę tych darów, których użyczyłeś mi tak hojnie, abym Ci przez nie służył; lecz wzmocnij mię, dając mi zasługi, jakie nabyłeś na Golgocie, kiedyś oddał siepaczom swe Ciało, poszarpane rózgami i cierniem koronowane. Którzy je z nowym, wyszukanym okrucieństwem położyli na drzewie krzyża i zabili.
O Jezu mój najsłodszy, daj, daj mi część tych zasług, a moja dusza nabędzie stąd takiej pociechy i umocnienia, że mi się staną miłymi i słodkimi trudy wygnania, albowiem będę mógł spoglądać w niebo z tą pewnością, że ja kiedyś posiądę, jako dziedzictwo i cząstkę moją.