W RANACH TWOICH UKRYJ MIĘ!
Twoje rany najświętsze są szkołą boskiej mądrości; dlatego błagam Cię, o mój Jezu, pozwól mi wniknąć w nie i ukryć się w nich, ażeby słuchać nauk twoich. Któż Cię tak krwawo poranił ? To okrucieństwo twych nieprzyjaciół. Lecz z tych ran, zamiast kary, wypłynęła krew odkupienia. Tak więc złość ludzka nie tylko nie zgasiła płomieni twej miłości, lecz jeszcze silniej je rozpaliła; a ci siepacze którzy Cię poranili, zamiast śmierci mogą znaleźć w Tobie życie. Ach, żebym raz zrozumiał tę wzniosłą prawdę. Tyś nie poprzestał na rozkazaniu mi, abym miłował nieprzyjaciół, abym dobrze czynił tym, co mnie nienawidzą, abym się modlił za tych, którzy mię prześladują ; dałeś mi sam tak rzewny przykład, iż on powinien wystarczyć, aby stłumić we mnie wszelkie zarzewie nienawiści i rozbroić wszelką żądzę zemsty. Spośród przykazań twoich, przykazanie przebaczenia jest może najtrudniejszym dla słabej natury ludzkiej; dlatego błagam Cię, ukryj mię w ranach twoich i naucz mię naśladować przykład miłości tak bardzo właściwej twemu Sercu. A choć nie osiągnę twej doskonałości, to niech mi będzie danym przynajmniej zbliżyć się do niej i stać się mniej niepodobnym do Ciebie. Ty, o Jezu, żeby zakosztować goryczy i bólu tyle ran, raczyłeś przyjąć na siebie grzechy całego rodzaju ludzkiego, a kiedy sprawiedliwość Ojca niebieskiego wywarła całą zapalczywość na twym człowieczeństwie, nie chciałeś wydać żadnej skargi. I ja, będąc osobiście winnym tylu nieprawości, kiedy doznam wzgardy od ludzi, nie chcę żalić się na nieprzyjaciół, którzy mię obrażają, lecz z wdzięcznością ucałuję tę boską rękę, która mię przez innych uderza, aby mię w ten sposób oczyścić z grzechów moich.
Ty, o Jezu, chciałeś zachować po zmartwychwstaniu blizny swoich ran; chciałeś nawet, aby zostały otwarte, nie tyle jako wyrzut dla tych, co je zadali, lecz raczej jako miejsce ucieczki i przebaczenia. I ja, jeśli doświadczę na sobie długotrwałych następstw złości innych, jeżeli zachowam wieczną pamięć doznanych krzywd, nie chcę żeby mi to służyło do czego innego, jeno za pobudkę do pobłażliwości. Ty, Jezu, pokazujesz ustawicznie twojemu Ojcu niebieskiemu te rany, ażeby otrzymać od Niego dla grzeszników miłosierdzie i przebaczenie. I ja, kiedy uderzy we mnie niesprawiedliwość i niewdzięczność mych przyjaciół, pokażę Ojcu niebieskiemu moje łzy i ślady mojego bólu, aby uzyskać błogosławieństwo dla tych, co mnie obrazili, a dla siebie łaskę przebaczenia i wytrwania w dobrem.
Ty, Jezu masz w ranach swoich tytuł do chwały; one w niebie świecą blaskiem nieściemnionym; i ja chlubić się będę w moich słabościach, z jakimikolwiek przyczyny mnie nawiedzają, byle tylko zamieszkała we mnie moc twoja. I uważać to będę za zaszczyt, jeżeli upodobnię się do Ciebie przez uczestniczenie w twoich cierpieniach i przez niesienie krzyża z Tobą . To są postępowania, jakie tu czynię w obecności twojej; lecz ażebym mógł zamienić je w czyn, ukryj mię w twoich ranach i spraw, niech spłynie na mnie moc i potęga krwi Twojej.
* * * * * * *
Nie wystarcza mi, o Jezu, pozostawiać tu w obecności twojej; jest to uniżenie się z Twej strony, za które nie potrafię nigdy dostatecznie się wywiązać, to prawda, lecz ja proszę Cię, abyś mi dał jeszcze większy dowód twej miłości. Nie wystarcza mi, że przychodzisz do mojego serca; jest to nadmiar miłości, który w zachwyt wprawia Aniołów, lecz ja proszę Cię jeszcze o jedną łaskę. Ukryj mię w ranach twoich. Tam w nich chcę pozostać, jak wielką była moja niewdzięczność, kiedy obrażałem Cię grzechami. Dotąd patrzyłem na grzech, jako na zniewagę, wyrządzoną Tobie, alem nie mierzył jego ciężkości; uważałem go za poniżenie mej godności chrześcijańskiej, za zbrodnię, zasługującą na piekło, lecz nigdym nie myślał, że twoje cierpienia za grzechy były daleko większe, niż moja szkoda. W twoich najświętszych ranach poznam, coś wycierpiał z powodu mych grzechów. W ranie Serca twego daj mi odczuć to, czego doznawałeś za każdym razem, ilekroć w nieporządnej miłości lgnąłem do stworzeń, ilekroć żywiłem uczucia niechęci ku bliźnim. Ukryj mię w ranach twoich nóg i rąk twoich i daj mi odczuć twój ból przy każdym moim kroku na drodze grzechu, przy każdym moim czynie nagannym. Ukryj mię w ranach twej skroni i spraw, ażebym odczuł, jak ostre są ciernie złych myśli, którymi kłułem i raniłem Cię tak często. Ukryj mię w każdej poszczególnej ranie twojego Ciała, ażebym odczuł w nich to, coś Ty czuł, o Jezu, kiedyś jęczał pod okrutnymi ranami, które padały na Ciebie, za moją zmysłowość i za uporczywe usuwanie się od wszelkiego umartwiania. Jeśli Święci na sam widok twego Krzyża Świętego, przy samym rozważaniu twej męki rozpływali się we łzach bólu, to cóż ja uczynię, skoro utraty w twoich ranach odczuję gorycz i katusze twych cierpień, zalewającego mi serce i duszę? Ach, obmyję we łzach moją nieprawość, powezmę największy wstręt i odrazę do grzechu i narażę się na najstraszniejszą śmierć raczej, niżbym Ci miał sprawić nowe cierpienie. Wysłuchaj mię, o Panie, i spraw, aby moje łzy skruchy przyniosły wreszcie ochłodę tym bolesnym ranom, które Ci mija bezlitosna lekkomyślność zadała.
* * * * * * *
Ukryj mię w ranach twoich, ażebym wniknął nareszcie w bezdenną miłość twą i mądrość i żebym poznał przyczyny wszystkiego, coś dla mnie uczynił. Wnikają w rany twoje, wniknę również w tajemnicę, których wyświetlenia na próżno szukam u stworzeń i których żadna mądrość ludzka odsłonić mi nie może. Przede wszystkim w Sercu twoim nabędę zrozumienia zamiarów tych względem mnie. Poza Tobą zbyt wiele jest złudzeń, zbyt wiele roztargnień, a tylko w Tobie, w ranach twoich ukryty, bezpiecznie mogę zgłębić prawdę. Otwórz mi ręce, otwórz mi serce swoje, pozwól mi wniknąć w Ciebie i naucz mię tajemnic swych. Tyś mię stworzył, ale dlaczego spośród tylu istot możliwych mnie dostał się ten przywilej ? Dlaczego mnie dałeś duszę rozumna wśród tylu innych stworzeń, które nie mogą Cię znać, ani miłować? Nazbyt mało wiem i pojmuję „dlaczego”? Ale wiem, że stworzyłeś mię w nadmiarze miłości, która odwiecznie goreje, istnieje w Tobie, wiem, choć nie mogę jeszcze objąć całej wagi i doniosłości tej prawdy. Tyś mię odkupił przez krew, mękę i śmierć krzyżową, ale Dlaczego cierpieć tyle, kiedy jeden najprostszy akt woli byłby Ci wystarczył, aby odkupić nie jeden, lecz tysiąc światów ? Jaką tajemnicę zawiera w sobie ten bezmiar boleści? Coś niecoś mówi mi o tym Pismo święte i Kościół, lecz mogę ja przeniknąć głębokie znaczenie tych nauk ? Ustanowiłeś Najśw. Sakrament, ale dlaczego? Wiem uczyniłeś to dlatego, żeby zawsze być ze mną i przychodzić do mego serca; lecz za mało wiem , co w rzeczywistości mają znaczyć powyższe słowa. Święci, których ukrywałeś w swych ranach, pojęli choć w drobnej mierze, znaczenie tych dwu wyrazów: Jezus eucharystyczny, – i przeszli przez ziemię na kształt Serafinów z nieba. Ja natomiast pozostaję zawsze oziębłym, ponieważ zbliżam się do Chleba Aniołów z usposobieniem i uczuciami zbytnio ludzkimi. Czyżbyś więc chciał pozostawać mię w nieznajomości Sakramentu Twego? Czyżbyś mię chciał wykluczyć z ran twoich, które są szkołą prawdy najgłębszej i najwznioślejszej? Wysłuchaj o Jezu, nieudolnej modlitwy mojej, pozwól mi wniknąć w Ciebie i spraw, ażebym ukryty tak oczom świata zrozumiał w twoich ranach te dwie, wielkie prawdy: czym Ty jesteś, a czym ja .
* * * * * * *
Ale czemu tak bardzo mię kochasz, o Jezu? Czemu tak często przychodzisz, aby mieszkać we mnie ? Cóż znajdujesz w tym biednym stworzeniu, że je czynisz przedmiotem takich upodobań? Zstępujesz do mnie i kryjesz się we mnie, aby uciec niejako przed wzrokiem ludzkim; a tak bardziej jeszcze ukryty, niż w osłonach eucharystycznych, gdzież to się znajdujesz ? Oto w sercu, całym poranionym grzechami, które codziennie się powtarzają. O mój Boże, jaka cierpliwość i jaka dobrać! Nie gardzisz mną i nie karzesz mnie, lecz znosisz mieszkanie tak niegodne Ciebie. W swym życiu śmiertelnym zbliżałeś się do tylu trędowatych, lecz okrywały ich rany tylko cielesne i na jedno twe skinienie znikły, nie rażąc dłużej wzroku twego. Ze mną natomiast sprawa idzie trudniej. Moje rany są przykrzejsze, ponieważ są grzeszne i okrywają mi serce i duszę całą; a przecież pozostajesz wśród nich z tak pobłażliwą dobrocią i chcesz nawet codziennie powracać, chociaż harde serce moje wzbrania się i nie chce dać się uleczyć twej łasce. Zadowalasz się tym, że dusza żyje i obierasz ją sobie na mieszkanie, jak kolwiek splamiona takim trądem. Przy takim nadmiarze miłosierdzia pragnę i ja zdobyć się na nadmiar śmiałości i proszę Cię, pozwól mi w zamian za niegodny przytułek, jaki daję twemu Ciału, zamieszkać w twoich najświętszych ranach. Ach, dozwól, że się tu ukryję, że sobie tu obiorę schronienie. Tu przynajmniej nie ujrzę już zgorszeń świata, tak zabójczych dla mnie; tu nie będą mnie już wabić ponęty grzechu, nie usłyszę już rozmów ludzkich, tak płochych i głupich, ani nie wpadnę w sidła szatana , a namiętności moje, chronione przed złymi podnietami, będą mi tylko pobudką do miłowania Ciebie i służenia Tobie. Nie odrzucaj mej prośby, o Jezu; daj ufność temu biednemu grzesznikowi i wzmocnij go, aby się chronił w twoich najświętszych ranach i pozostał ukryty w nich aż dla oczyszczonego przez najświętsze zjednoczenie z Tobą wybije godzina, w której otrzyma nagrodę ,zgotowaną dla tych co wyżarzyli na sobie obraz doskonałości twojej.