W GODZINĘ ŚMIERCI WEZWIJ MIĘ!
O Jezu, przyjacielu, ojcze mej duszy, wkrótce wybije dla mnie godzina rozstania się z tą ziemią. W tych chwilach troski i trwogi głos stworzeń nie dotrze już do mnie lub, żadnego wpływu nie wywrze na moje biedne serce. Mów Ty wówczas do mnie ; daj mi usłyszeć twój głos i – wezwij mię ! Wezwij mię z tego świata, gdziem tyle wycierpiał, gdzie tyle łez wylałem; z tego świata który tyle razy był mi przeszkodą na drodze do Ciebie, który mię poił gorzką żółcią swych złudzeń, który starał się przede mną ukryć piękność cnoty, który mi źle mówił o tobie. Weźmie mię z tego świata, który za ofiary, poniesione dla jego zachcianek i kaprysów, nie znalazł innej nagrody, krom ciężkich zgryzot sumienia.
* * * *
Przez słodkie oświecenia rozumu i przez łagodne poruszenia serca wzywałeś mię po niezliczone razy w życiu do tych ołtarzy, żeby Cię przyjmować, w Świętej Eucharystii, żeby Cię uwielbiać w Tabernakulum; wzywałeś mię, żeby się wpatrywał w twój wizerunek na krzyżu, żebym rozważał twą mękę, bym się krył w ranach twoich i uciekał do twego serca. Wzywałeś mię do przyjęcia słowa twego, do słuchania twojej ewangelii, dla uprzytomnienia sobie niewysłowionych przykładów dobroci, miłosierdzia, świętości, których było pełne twoje życie śmiertelne; wzywałeś mię abym Cię naśladował w przykładach twoich, abym Ci był posłuszny w twych przykazaniach, abym szedł za Tobą w radach twoich, Wzywałeś mię do otrzymania tylu grzechów, odpuszczenia tylu kar, obfitości tylu łask… Ach, tak dobrym byłeś dla mnie w życiu; o nie milcz, przez litość, nie milcz w chwili mej śmierci, lecz wtenczas jeszcze silniej, jeszcze miłośniej, z większą jeszcze słodyczą niech zabrzmi twój głos i po raz ostatni wezwij mię…. lecz wezwij mię, abym wszedł do Ciebie odpocząć w ramionach twoich…. przy twoim sercu.
* * * * *
Dałeś mi istnienie doczesne, o Panie, lecz przeznaczywszy mię do życia wiecznego, chciałeś, aby pielgrzymowanie moje było ciągłym przygotowaniem się do nieba; dlatego każdy dzień życia jest nowym krokiem na drodze do grobu i z Apostołem Pawłem muszę wyznać, że codziennie umieram.
Twój głos zaczyna brzmieć, ten sam, który wezwie mię wyraźniej w chwili śmierci. Chcę słuchać z pokorą we wszystkich jego przejawach, aby być ochoczym do pójścia za nim bez trudności kiedy mi oznajmi ostatni rozkaz. W zachodzie słońca, gdy gasnące jego promienie łamią się wieczorem na mej skroni, w kwiatu, który zamiera zwiędły i bezwonny w mych rękach, w śpiewie ptasząt, który się rozpływa i niknie w cieniach lasu, spostrzega pierwsze dzięki twojego słowa, które mi zwiastuje śmierć. A gdy zwrócę uwagę na siebie samego, to na własnym moim ciele uczę się posłuszeństwa względem tych wyroków. Skoro bowiem tylko zechcesz, zaraz zagaśnie blask i siła mego wzroku, ręka zacznie drżeć, jakby pod działaniem chłodnego powiewu z grobu, naga suwać się będzie chwiejnie i niepewnie, a członki moje opanuje jakieś zmęczenie i bezsilność. Wobec tych zwiastunów śmierci nie będzie podnosił nieudolnego głosu przeciw rozporządzeniom woli twojej, lecz uznam w nich wezwanie Ojca, zapraszającego mię raz po raz do siebie. A kiedy mię na łożu śmierci nawet nadzieja wyzdrowienia opuści, wówczas w walce z niezmiernymi cierpieniami wytężę ostatnie siły ducha, aby Cię słuchać, Wówczas, o słodki i litościwy Jezu, kiedy kochający głos krewnych z bólu zamilknie, a nauka cofnie się z obawy pobłądzenia, wówczas daj mi usłyszeć twój głos, który mi powie: pójść! Wezwałeś mię kiedyś do życia, i przyszedłem; wezwałeś mię do wiary, przyszedłem i nie wyparłem się jej nigdy; wezwałeś mię do służby twojej, przyszedłem; wzywałeś mię do sakramentów świętych, przychodziłem: wezwij mię wtenczas po raz ostatni, a do połączenia chrześcijanina i sługi dołącz w tej uroczystej chwili powołanie błogosławionego domownika twego.
Kiedy będę miał konać, mów, o Jezu, do twego biednego sługi, lecz spraw, niech głos twój przeniknie do głębi całą jego duszę i całe serce. Na ten głos niech ożywi się wiara i niech mi pokaże niebo z całym dworem wybranych i tron chwały, któryś mi przygotował; niech się ożywi nadzieja i niech rozproszy w sercu moim bojaźń i troskę, a niech wzbudzi we mnie pewność; że niebo dla mnie jest stworzone: niechaj zapłonie miłość na nowo i niech rozpali serce najgorętszym pragnieniem złączenia się z Tobą. Niechaj zabrzmi potężnie twój głos i niech przerazi wroga piekielnego, jeżeliby chciał próbować nowych napaści, aby mię w zmaganiu się ze śmiercią przywieść do zwątpienia w miłosierdzie twoje. Niech zabrzmi donośnie dla moich drogich, którzy stać będą smutni dokoła mnie i niech ich skłoni, aby gorliwą modlitwą wspomogli słabość moją i niedołęstwo ducha mojego. Natchnij ich, aby się postarali o zaopatrzenie mię sakramentami świętymi jak najwcześniej, wpraw, zanim boleści i trud konania odbiorą mi przytomność umysłu. Niech brzmi twój głos, pełen miłości i mądrości nad kapłanem który towarzyszyć mi będzie i niechaj go natchnie, żeby mi udzielił pociechy brata, przyjaciela, ojca, Niech zabrzmi twój głos, który tyle razy mówił do mnie w życiu i niechaj mi da usłyszeć słodkie zaproszenie, aby wejść do spoczynku, do nagrody, do szczęścia wiecznego. Ty Jezu, jesteś chlebem, który daje życie, a kto się Tobą karmi, ma życie w sobie i nie umrze na wieki. Wierzę w tę prawdę, ponieważ Tyś ja objawił i naucza jej Kościół święty; a jak wszystkie prawdy wiary są właściwym i rodzimym przedmiotem duszy chrześcijańskiej, tak czuję, że ta wzniosła prawda nie doskonale odpowiada potrzebom mojego ducha i serca. Potrzeba mi życia i Ty mi je dajesz w Świętej Eucharystii; potrzeba mi życia, które by sięgało poza grób, i Ty w Sakramencie dajesz mi zadatek nieśmiertelności; czuję potrzebę zwycięstwa nad śmiercią i Ty przez Eucharystię wlewasz mi w serce zadatek życia wiecznego. Co za radość lecz, co za bojaźń na tak wielką myśl? Kiedy kapłan trzyma przede mną hostię świętą i mówi mi : oto Baranek Boży, to zda mi się, że widzę, jak podnosi się za nim czcigodna postać starca Symeona i dodaje: ”Oto przeznaczony jest Ten na upadek i na powstanie z wielu”. Mogę więc otrzymać od Ciebie zarówno zbawienie wieczne, jak i być skazanym na wieczne potępienie. Nie jest mi danym uchylić się od tego strasznego wyboru. Mój wieczny los zależy od Eucharystii; ona jest nieodwołalnie albo moim życiem, albo moją śmiercią. Jeśli Cię przyjmę do serca jako najwyższego Pana i Władcę nieograniczonego, mieć będę udział w królestwie twoim; jeśli na zaproszenie twej miłości odpowiem odmową lub je przyjmę, lecz, nie godnie czeka mię tylko, wieczne przekleństwo twoje. Co stanie się ze mną w chwili śmierci? Czy przyjmę Cię wówczas jako święty posiłek na drogę? Czy przyjmę Cię z usposobieniem koniecznym do otrzymania od twego serca tej ostatniej i najbardziej upragnionej łaski? Czy przyjdziesz w ten czas, aby mi nieba zwiastować, lub odrzucenie na zawsze? O Jezu najłaskawszy, przez tę nieskończoną miłość, która Cię z nieba na ziemię przywiodła i uczyniła Cię więźniem w Tabernakulum, okaż miłosierdzie biednej duszy mojej i łaską swoja usposabiaj ja już teraz, aby Cię wzywać i przyjść wówczas, kiedy będzie miała stanąć przed trybunałem twoim; spraw, aby w tej uroczystej i rozstrzygającej chwili była przedmiotem upodobanie twojego. Nade wszystko w chwili śmierci uczuję potrzebę życia, popęd do nieśmiertelności stanie się tym żywszy i gwałtowniejszy, kiedy świat rozwieje się przed mym wzrokiem niby mara, kiedy geniusz i miłość ludzka okażą się bezsilne, żeby przydać choć jedno uderzenie sercu. Choć jedno tchnienie piersi. Co tanie się wówczas ze mną, jeżeli Ty nie przyjdziesz z obietnicą żeś jest Zmartwychwstaniem i Życiem i nie dasz mi ich? Z mej strony uczynię wszystko, co będę mógł, aby sobie wysłużyć tak niewymowną łaskę. Przyrzekam Ci teraz, że odtąd aż do końca życia na ziemi wszystkie moje władze ku Tobie tylko będę się zwracać. Zapomnę o świecie i o wszystkim, co on ma drogiego dla mojego serca, aby na Ciebie tylko uważać. Mój wzrok wzmocniony wiarą , będzie spoczywał na postaciach eucharystycznych i przenikać je będzie , aż zakosztuje słodyczy oglądania oblicza twego; me serce, ożywione nadzieją prześle Ci ostatnie moje westchnienie i uleci w objęcia przebaczenia twojego i łaski twojej. Cała dusza moja gorejąca miłością, wyczekiwać będzie chwili śmierci ażeby się złączyć na wieki z Tobą. A kiedy kapłan wyszepcze do mnie :”Przyjmij bracie , siostro na drogę posiłek Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa, który niech się strzeże od wroga złośliwego i niech cię zaprowadzi do życia wiecznego, – Ty, o Jezu, czci najgodniejszy, Zbawicielu mój, zdejmij wówczas zasłonę twego wyniszczenia okaż się duszy mojej daj mi usłyszeć ostatnie twoje słowo, zabierz mnie ze sobą i daj mi to życie, któreś nabył dla mnie przez swoją śmierć na drzewie krzyża .