I PRZYJŚĆ DO SIEBIE ROZKAŻ MI!
Skoro mię ujrzysz na łożu śmiertelnym, o Jezu, przyjdź wówczas do mnie, wstąp do mojej ubogiej izdebki i daj mi usłyszeć ostatnie zlecenie twojej świętej woli. Jestem tak dobrym, o Panie, że mi wynagrodzisz wszystkie odwiedziny, jakie czyniłem Ci w Najśw. Sakramencie; wtenczas słabość moja, która nie pozwoli mi już pójść do Ciebie, zastąpi miłosierdzie twojego serca, które Cię przyprowadzi do mnie. O jak mi słodko brzmieć będą słowa, które tyle razy w życiu z twych ust słyszałem, a które wzmacniały mię zarówno w cierpieniach i w trudnościach cnoty, jak i w goryczy poświęceń: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”! Wówczas nie będą one już rozkazem do podjęcia krzyża twojego, lecz rozkazem do objęcia Ciebie; wówczas nie podasz mi już kielicha męki, lecz zawezwiesz mię, abym ugasił pragnienie w strumieniach rajskiej rozkoszy; nie włożysz mi na skroń korony cierniowej, ale wieniec z kwiatów niebieskich i diadem chwały. Rozkaż o rozkaż wówczas mej rozstającej się z ciałem duszy przyjść do siebie, ażebym i w nagrodzie, jaką mi dasz, mógł widzieć hołd mej uległości względem wszechwładztwa woli twojej.
* * * * *
Czuję się przygnębionym i smutnym, mój Jezu, kiedy myślę o tylu okolicznościach, w których sprzeciwiałem się woli twojej; upokarzam się przed Tobą i błagam Cię o przebaczenie mi grzechów nieposłuszeństwa, które popełniłem w całym moim życiu. A Ty w nieskończonym miłosierdziu razem z żalem za grzechy moje przyjm także ofiarę, którą Ci już teraz czynię w mej śmierci. Chcę przyjąć śmierć z rąk twoich nie tylko jako karę za grzechy, lecz jako akt posłuszeństwa dla twej świętej woli. Każ mi wówczas przyjść do siebie, użycz mi łaski, ażebym przyjął moją śmierć z tak gorliwym posłuszeństwem, jak Ty przyjąłeś swoją na Kalwarii. Wskutek zbytniej miłości ku stworzeniom nie chciałem Cię nigdy naśladować w przykładach zaparcia się, pokuty i ofiar; lecz ufam chcę, i przyrzekam Ci, że naśladować Cię będę w posłuszeństwie twoim aż do śmierci, przyjmując śmierć z posłuszeństwa ku Tobie i tak zamykając życie , zachmurzone tylu buntami, aktem doskonałego zgodzenia się z wolą twoją.
* * * * * *
Jeżeli, abym mógł dojść do Ciebie, każesz mi, najsłodszy mój Jezu, iść drogą Kalwarii i pozostać długie godziny w konaniu na krzyżu cierpień i wśród ciemności opuszczenia i oschłości, użycz mi także łaski, abym Ci i w tym był posłuszny. Ach błagam Cię o to zaklinam Cię… w owych ostatnich chwilach mego życia, udziel mi tego poddanie się, jakie miałeś Ty sam w konaniu i pośród katuszy na Golgocie. O daj, żebym mógł wówczas z całą uległością przyjąć z rąk twej dobroci ten ciężki, utrudniony oddech mej piersi, pragnienie moich ust spalonych śmiertelnie mych oczu, zimno mych członków, trwożliwe bicie serca i wszystkie katusze ostatniej choroby; żebym mógł z posłuszeństwa dla Ciebie, pożegnać się po raz ostatni z moimi najdroższymi i rozstać się z nimi bez łez; żebym mógł bez żalu odejść z tego świata i z radością wyrzec się wszystkich rzeczy doczesnych. Niech się odłączy moja dusza od ciała i niech je chętnie pozostawi rozkładowi i zepsuciu w ponurych ciemnościach grobu,
* * * * * *
W przyszłości gnuśność była przyczyną, żem się lękał twoich rozkazów, ponieważ wolałem raczej upodlić się schlebiając namiętnościom, niż się uszlachetnić , składając się do posłuszeństwa twego. Lecz odtąd proszę Cię, miłosierny mój Jezu, racz zapomnieć o moich grzechach przekroczeniach twego prawa, racz zbliżyć się do mnie umierającego i daj mi usłyszeć ostatni rozkaz. Rozkaż mi wówczas odejść z tego świata w imię Boga Ojca wszechmocnego który mnie stworzył, w imię Twoje, o Synu Boga żywego któryś cierpiał za mnie, w imię Ducha Świętego, który się na mnie wylał, w imię wszystkich chórów anielskich wszystkich Świętych w niebie Tego rozkazu ja pragnę, za nim tęsknię całym sercem. Rozkaż, Jezu, a, z łaską twoją przyrzekam Ci być posłusznym i uchylić się pod uderzeniem śmierci. A skoro dusza moja opuści lepiankę ciała, niech na jej spotkanie wyjdzie lśniący zastęp Aniołów; niech ją powita dostojny senat apostolski; niech się jej pokaże zwycięski huf męczenników; ją otoczy jasny i wspaniały orszak wyznawców; niech ją przyjmie wśród pieśni radosnych chór dziewic; niech ją ukołysze na łonie patriarchów spokój błogosławiony; niech się jej pokaże ciche i słodkie oblicze twoje, o Jezu, aby ją postawić blisko tronu twej miłości i umieścić ją w wiecznie kwitnących ogrodach nieba. O, mój Panie, jakże słodkim będzie mi wówczas posłuszeństwo! Nie będzie już rozkazu, który mię zmusza do ofiar, który wkłada krzyża na me ramiona i łzy mi wyciska, który mnie na trud skazuje, który mię trzyma na wygnaniu i zamyka mnie we więzieniu; lecz będzie to zaproszenie do przyjęcia korony, do wytchnienia, do wesela, szczęścia i spoczynku, do ojczyzny, do wolności. Słodki rozkaz, słodsze posłuszeństwo! Klęcząc tu przed Tobą, myślę o mym szczęściu, kiedy zdjąwszy osłony eucharystyczne, pokażesz mi blask Majestatu twojego, słodycz twojego uśmiechu, dźwięczna melodię twego głosu, tkliwość uścisku twego i niewysłowiony zachwyt twej miłości. Jakże błogosławić będę wówczas więzy twego prawa, przez które trzymałeś mię w zjednoczeniu z sobą; jak błogosławić będę twe Serce, które raczyło rozkazywać mi w życiu, aby mię przygotować do otrzymania ostatniego rozkazu w chwili śmierci ! Jeśli w tych niewielu dniach jakie, pozostają mi do życia chcesz ode mnie hołdu z posłuszeństwa ochoczego wesołego i doskonałego, rozkaż a ufny w twoją łaskę będę Ci posłuszny, ażebyś przy końcu życia udzielił mi tego słodkiego rozkazu: Chodź do Mnie.
* * * * * *
Lecz czy Ty jesteś rzeczywiście, o Jezu, Królem Królów, Panem panującym i Bogiem zwycięstwa ? Gdzież jest twoja wszechmoc, gdzie chwała twoja? Przez tajemnicę, której nigdy nie mogłem przeniknąć, ukrywasz się w tym Sakramencie tak, że zdajesz się być ostatnim wśród stworzeń, najnieudolniejszym z ludzi i przyodzianym nie w chwałę, lecz w poniżenie. Twoje słowo jest dla wielu słabszym, niż płomyk dogasającej przed Tabernakulum lampki; namiętności ludzkie słuchają , chętniej innych głosów. Twój Majestat niknie w cieniu bałwanów i bożyszcz, wzniesionych i czczonych przez grzeszników. Nie skończona twoja miłość nie rozpala już serc zepsutych, a tyle ich jest! Od uczty Eucharystycznej w Wieczerniku rozpoczął się dla Ciebie długi szereg upokorzeń, skąd rodzą się zgorszenia w sercach, w których nie ma silnej pokornej wiary. Rozkazom powagi i miłości ludzie przeciwstawiają zawsze bunt i wzgardę; na twój Sakrament spłynęły faje ich nienawiści przeto, że z Tabernakulum nie widzieli podających gromów twego gniewu bożego. Ile dusz nie zostało wyrwanych Twojemu Sercu podczas walk tak bezmyślnych! A Tyś milczał zawsze ! Aby je zbawić te dusze, dałeś im słyszeć swój głos ze świętej Eucharystii z Tabernakulum, przemawiałeś do nich przez usta Kościoła, przez przykłady Świętych; a był to głos tak potężny, że pociągał do stóp twoich serca najszlachetniejsze i najczystsze, jakie uczyniła Twoja wszechmoc i łaska . Atoli twoim prawom, jak twojej miłości ta mała zdobycz nie wystarcza; Ty chcesz mieć całą ludzkość, ponieważ całej ludzkości dałeś skarby swojego serca. Czy się urzeczywistni ten plan tak wielki? Niestety, wieki jeszcze przeminą, a twój wielki przeciwnik wzniecać będzie ustawicznie bunty przeciw Tobie i starać się będzie, ażeby wielu nie słuchało twoich przykazań; słabi we wierze i uporczywi w niedowiarstwie nadal będą Cię uważać za nieudolnego, żebyś mógł zwyciężyć i będą Cię ośmieszać jako tego, który uległ w walce. Dusze powołane przez Ciebie do łaski i chwały, ulegają jeszcze złudzeniu i oddalają się od Ciebie i pójdą szeroką drogą grzechu, aby się pogrążyć w rozpacz wieczną. A ty milczeć będziesz zawsze ? Milczeć będziesz i wówczas, kiedy przedmiotem straszliwej walki między Tobą i szatanem będę ja , ja który teraz składam w pokorze u stóp Twoich mój żal, moją miłość, moją nadzieję, i moją wiarę? O Jezu mój, powstań i broń mojej sprawy, powstań i broń praw chwały twojej. Niedługo już, a znajdę się blisko wieczności. Czuję że życie mi ulatuje i wnet stoczy się w duszy mojej ostatnia walka między Tobą a szatanem. Jeśli w niezbędnych wyrokach swoich dopuszczasz że wielu, nawet w tych uroczystych chwilach idzie za głosem których woła na zatracenie, to spraw, niech, zabrzmi nade mną miłosny i potężny głos twojego rozkazu; nie pozostaw przez litość, nie pozostaw całkowicie mojej wolnej woli do wyboru: słuchać go lub nie lecz wesprzyj ma wolność taką łaską skuteczną, ażeby posłuszeństwo dla twego głosu było najsłodszym czynem mej duszy; pociągnij, oczaruj wszystkie władze moje słowem twego rozkazu, aby mi nie pozostała żadna inna siła, jeno dla posłuszeństwa Tobie. Zerwij wówczas więzy eucharystyczne, którymi przez tyle lat krępowałeś swą wszechmoc, zdejmij wówczas zasłonę poza która ukrywałeś swój Majestat, przerwij milczenie w którym spoczywa twoje powaga, ukaż, się mnie, ukaż się wrogowi mojej duszy i każ mi przyjść do siebie. Spraw abym Ci wówczas odpowiedział: Idę, Panie, idę do Ciebie; a to słowo moje ostatnie niech będzie początkiem hymnu miłości, który wiecznie śpiewać będę w niebie.