ŻEBYM Z ŚWIĘTYMI TWOIMI CHWALIŁ CIĘ!

Czci najgodniejszy mój Jezu, kiedy przychodzisz do mego serca kiedy znosisz mię w swojej obecności, budzisz we mnie potężną żądzę, żeby Cię chwalić i błogosławić. Być przy tobie jest moją rozkoszą największą, jest słodyczą, zalewającą mi duszę, jest tkliwością, która przepełnia me serce, płynie przez wargi i każe mi wołać z Dawidem :”Śpiewajmy Panu…Chwalcie Pana…” Chwalę Cię, Panie mój i błogosławię Ci już to wraz z ludem wiernym, już to sam, nie mając innego świadka, prócz Anioła Stróża mego. Lecz ta chwała ci nie wystarcza, albowiem jest zbyt niedoskonałą, zbyt znikomą w porównaniu z doskonałościami twymi, a potem muszę ją zbyt często przerywać i uważać na moje obowiązki. O, kiedyż będę mógł chwalić Cię tak doskonale, jak Aniołowie, w mierze godnej twego bóstwa i na zawsze…na zawsze? Mój dobry Jezu, otwórz mi niebo, zdejmij zasłonę tajemnicy, pokaż mi oblicze twoje, zabierz mię do siebie i wskaż mi miejsce wśród twoich Świętych, abym Cię mógł chwalić tak, jak Cię tylko w niebie chwalą. Stworzyłeś mię i dałeś mi zdolności nie tylko na to, aby Ci służyć mógł na ziemi , lecz także abym Cię chwalił w niebie. Duszę mą zachwyca wszystko, co piękne wszystko co prawdziwe, wszystko co dobre, i przynajmniej w pełni jej zachwytu nie mogę nie przeczuć przyszłego hymnu chwały. Ty ją uzdolniłeś, Panie do oddawania Ci chwały ażeby, się kiedyś z doskonałością przedziwną poświęcała całkowicie wysławianiu Cię w niebie. Lecz tajemnicy tak słodkich rozrządzeń twoich nie pojąłem dotychczas. Nie umiałem wyszukiwać na ziemi rzeczy prawdziwie godnych pochwały. A jeśli dziękować Ci powinienem za to, że nie dopuściłeś mi chwalić tego, co złe, to jednak z uczuciem głębokiej pokory wyznać muszę przed Tobą, że nie zawsze z doskonałości twych stworzeń umiałem wznieść się do wyżyn twej boskiej dobroci. Kiedy chwaliłem dary twoje, nie zwracałem uwagi, ani głosu, ani spojrzenia na hojną rękę, która je rozsypała dla mnie po ziemi. Piękność przyrody blask prawdy, powab dobra, cokolwiek spotkam na drodze życia, czarowało mi duszę i zatrzymywało na sobie mój podziw, gdy tymczasem pomny nadprzyrodzonych moich przeznaczeń, powinienem był wznieść się na skrzydłach wiary i ulecieć ku Tobie. Któryś jest początkiem i źródłem wszelkiej doskonałości w stworzeniach. Przebacz mi, proszę, te lekkomyślność i użycz mi łaski żebym się , poprawił na przyszłość. Daj mi rozumienie Świętych, abym zawsze w każdej doskonałości stworzonej rozpoznawał promień doskonałości twojej, i żeby żadna moja pochwała nie kierowała się ku stworzeniom, chyba, że po nich, jak po jasnej, drodze, podąży prosto do Ciebie. Lecz i ta łaska mi nie wystarcza . Przez zasługi twojej męki i śmierci błagam Cię, daj mi, choć grzesznikowi, cząstkę w niebie; przyłącz duszę moją do grona Apostołów Męczenników i wszystkich Świętych, abym z nimi tak mógł Cię chwalić, jak na to zasługujesz. W ten czas chwała twoja będzie doskonałą i przyjemną twemu nieskończonemu Majestatowi i wtedy nareszcie otrzymasz do biednego stworzenia twego chwałę taką jakiej nie umiało Ci oddać , żyjąc wśród grzeszników na ziemi.

* * * * * *

Oświecony wiarą poznaję w Tobie, choć wyniszczonym pod osłonami sakramentalnymi, przedmiot nadziei dla wieków poprzedzających Wcielenie Twoje i przedmiot miłości dla wieków chrześcijańskich. Odwieczne słońce sprawiedliwości oświecasz wieki przeszłe i przyszłe i wszystkie pokoleń ludzkie czuły i czuć będą zawszę potrzebę zwracania się do Ciebie . To Twoja chwała, wyłącznie Twoja: i spodziewam się że ją opiewać będę , kiedy wezwany przez Ciebie do nieba , będę mógł złączyć mój głos z głosem wszystkich Świętych. Z Patriarchami śpiewać będę : Bądź pochwalon, o Panie, nasz Boże, i żeś przez wieki wiarę w przyjście twoje na ziemię krzepił i utrzymywał w sercach sług twych dawnych; i żeś ich syny pod razem biczów sprawiedliwości twojej jęcząc- pod klęsk brzemieniem i jarzmem nachylone – Ty miłościwie cieszył i u weselał zbawienia nadzieją. Albowiem oto świeciła mi jasno gwiazda wiary w ciemnościach życia pokoleń , aż się dokonało i spełniło w ubogiej dolinie Betlejemu zbawienie Twojego
Słowo.
Z Prorokami zaśpiewam: Bądź pochwalon, o Panie, Boże nasz, i żeś twej wiary różdżkę wszczepioną w ciało narodów, rozbudzał usty naszymi, słów naszych tchnieniem ożywiał Prawicą naszą Ty ukazałeś dzień przyjścia twojego , dzień sądu i pojednania- przez krzyż i zgon i krew i konanie i męki boleść i grób- i poniżenie Boga, któreśmy widzieli z rąk stworzeń jego. Lecz zajaśniała i nam promieniująca chwała twoja i zmartwychwstanie i triumf- wnijścia do niebios. I zstąpił Ten, który przez usta nasze mówił,
Duch Święty z wyżyn zesłany; i spłynął na serca wiernych z wysoka wylał obficie przez Ciebie Boże, Panie nasz, w ciele zjawiony.
Z Apostołami śpiewać będę : Bądź pochwalon, o Panie nasz Boże, i żeś w litości twej i miłosierdziu wejrzał na siedzące w ciemnościach narody i w cieniu śmierci. I rozbudziłeś je dźwiękami Słowa twego ewangelii dobrą nowiną, – i oświeciłeś i rozradowałeś wiary twej promieniami z krzyża. I wzniosłeś ołtarze twoje na każdym miejscu i każdym zakątku okręgu ziem- i zgromadziłeś u ich stóp narody odbite z niewoli wroga, – ażeby odtąd, węzłem miłości niebian wiekuistym złączone sławiły, Imię twoje. Boże nasz i zbawicielu.
Z Męczennikami śpiewać będę :Bądź pochwalon, o Panie Boże nasz,
iż wejrzeć raczyłeś na sług twych krwawe, milionowe zastępy, które uszlachetniłeś, i przebrałeś do dzieła nieśmiertelnego wiary. -Przez krew na drzewie Krzyża, którą wylałeś sam , utwierdziłeś królestwo łaski na ziemi- lecz je spoiłeś mocą, i ukoronowałeś blaskiem i czarem krwi bohaterów, których oblicze- gore weselem, pałają serca, i męstwa wzniosą ofiarę przynoszą, – aby Cię uczcić, Panie, Wielki nasz Boże, Zwycięzco.
Z Wyznawcami zaśpiewam: Bądź pochwalon, o Panie, nasz Boże,
I żeś na ziemi co spustoszyła duchem, i wskroś przerosła cierniami grzechy i błędu- posiadał i wypielęgnował cnót kwiaty wonne. – I tam gdzie dotąd lała się krew bratnia, Ty zaszczepiłeś przez swą ofiarę miłość niewysłowioną.
Z chórem Dziewic zaśpiewam: Bądź pochwalon, o Panie nasz Boże ,
I żeś opromienić raczył świat twej Matki zjawą świetlaną bez zmazy – I do nowego życia wezwałeś niewinność dziewic.
Po karach, którymi chłostałeś ludy w zalewie wód potopu i w ogniu, co pożar miasta i Sodomy, -zesłałeś na ziemię ust twoich uśmiech słodki.
Owiane Serca bożego tchnieniem błysnęły pączki, kwiaty zakwitły niebiańskie lilii, – abyś mógł lubo pośród nich mieszkać
Baranku Czysty. – W niebie Aniołów zastęp Ci służy – Dusze anielskie, czyste na ziemi ołtarze twoje otoczą, – A świat zachwycony wonią ich cnoty od krańca w kraniec rozlanej – cześć Ci oddaje, Panie nasz Boże, Boże niewinnych serc , nieskalanej świętości.
O Jezu mój, ufny twej wierności w obietnicach spodziewam się, że weźmiesz mię z Sobą do nieba, i jeśli nie umiałbym chwalić Cię w których dniach życia wykonywaniem wielkich cnót, to chwalić Cię będę przez wieczność całą za cnoty, rozsiane przez miłosierdzie twoje w duszach Świętych.

* * * * * * *

Według litościwych zamiarów Opatrzności twojej zostałem stworzony na to, aby Cię wielbić Moje życie powinno być nieustannym pieniem pochwalnym na cześć boskich doskonałości twoich, ale pieniem nie tyle słów, jak raczej czynów cnotliwych. W tym celu stworzyłeś mię na ziemi chrześcijańskiej, dałeś mi chrześcijańskich rodziców i pozwoliłeś mię wychować w świętej wierze katolickiej. W tym celu przez nauczanie Kościoła poznałem życie Świętych i niejako na własne oczy widziałem najrozmaitsze przykłady heroicznych cnót w wielu duszach uprzywilejowanych, jakie spotykałem w swym pielgrzymowaniu. W tym celu otworzyłeś mi Tabernakulum, aby mi pokazać miłość swoją, aby zstąpić do mego serca i zamieszkać we mnie i nie chciałeś kłaść granic strumieniom łaski, które spływały zawsze do mej duszy, ilekroć zbliżałem się do komunii świętej. Ale gdzie są moje cnoty? Niestety, odnawiałem boleść, jaką sprawili Ci już Apostołowie, przez swą bojaźliwość, kiedy opuścili Cię w czasie męki. Jeżeli nie położyłem Cię na krzyżu przez ciężkie przewinienia, to przecież nie miałem dość odwagi, ażeby zawsze i wszędzie okazać się uczniem twoim wobec świata, który na nowo poił Cię octem i żółcią, na nowo powtarzał krzyżowanie twoje. Kryłem się bojaźliwie wówczas, kiedy powinienem był wystąpić; milczałem kiedy powinienem był chwalić Cię wśród złorzeczeń niewdzięcznych; wśród obelg, wyrządzonych Ci przez nieprzyjaciół nie umiałem objawić uwielbienia mej synowskiej miłości. Czyż więc małoduszność mija w tym życiu ma skazać mię na wieczne zamilknięcie przed obliczem twoim w niebie? I gdy niebiosa i ziemia opiewają chwałę twoją, a firmament opowiada dzieła twoje, ja nie mam przyłączyć głosu do tego przedziwnego chóru ? Ach przewiduję, że w latach które pozostają mi jeszcze do życia, nie będę mógł chwalić Cię inaczej, jak przez westchnienia skruchy, lecz spodziewam się – i proszę o to nieskończoną dobroć twoją – że kiedyś rozwiąże się mój język i na wieki opiewać będę zmiłowanie twoje. Kiedy powołasz mię do grona Świętych w niebie, wówczas będę mógł naprawić wszystkie krzywdy, jakie doznałeś ode mnie, wówczas będę chwalił Cię i błogosławił, o mój Jezu, który jesteś godzien wszelkiej – najwyższej czci i chwały.